wtorek, 24 września 2013

Nowa moc

Wyprowadził ją na górę, poplamionymi krwią schodami. Wskazał jej miejsce na łóżku, a sam wyjął z szafy łóżko do pływania na wodzie. Myśli kotłowały mu się w głowie nie wiedział jak zacząć rozmowę z Ansatasią
-Dobrze by było jakbym mógł czytać jej w myślach- pomyślał i westchnął cicho aby go nie usłyszała
Ocknął się po chwili i wziął do ust materac i zaczął w niego dmuchać. Cała krtań pulsowała mu z bólu.Ku jego zdziwieniu w pewnym momencie, poczuł pulsujący ból w okolicach skroni. Świat w pewnej chwili znieruchomiał. Poczuł mocne szarpnięcie i znajdował się teraz w pięknym ogrodzie- tym samym co kiedyś.
Patrzył teraz na samego siebie spoglądającego na Anastasię spod kępki niebieskich kwiatków.
-Och kochany!- wyszeptała drugiemu Charliemu do ucha.
-Moja kochana, już tak długo czekałem- powiedział sobowtór.
-Będziemy razem?- zapytała nagle.
- Na wieki- wyszeptał i zbliżył się do niej muskając jej usta.
Dla prawdziwego Charliego ten widok był okropny. Widział samego siebie całującego się z nastolatką.
Chciał przestać na to patrzeć, ale nie mógł. Próbował rzucić w nich kamieniem ale to nic nie dawało.
-CHCE STĄD WYJŚĆ!- wrzasnął w pewnej chwili.
Poczuł to samo co przed kilkoma sekundami. Coś szarpnęło, a on znalazł się w pokoju z całą rozdygotaną Anastasią.
-Możesz mi powiedzieć co to było?!- krzyknęła nagle, aż Charlie podskoczył.
-YYY, nie- bąknął.
-No super, po prostu super- powiedziała i zaklęła pod nosem- Grzebiesz mi w myślach?
-Eee, nie to tak samo jakoś... nie chciałem- skłamał.
Dziewczyna rozpłakała się i wyleciała przez drzwi. Piętnastolatek całkiem skołowany zbiegł za nią po schodach. Usłyszał tylko skrzyp drewna i od razu wiedział o co chodzi. Pobiegł jak najszybciej mógł, wypadł na ulicę i szybkim tempem dogonił Anastasię. Chwycił ją w okolicy bioder i zaciągnął ją do domu całą pokrytą łzami.
-Ja ty to do cholery jasnej to zrobiłeś?- zapytała.
- Chyba wiem- powiedział ale musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz.
-Obiecuję- odpowiedziała i ruszyła z nim do wspólnego pokoju na górze.
Zatrzaskując drzwi słyszał stłumione śmiechy rodziny Charliego.
Opowiedział dziewczynie całą prawdę, to, że jest potomkiem pierwszego Testranga i ma moce, o których sam nie wie.
-No nie gadaj!- powiedziała i uścisnęła go mocno.
-No tak, oto ja- odpowiedział i odwzajemnił chwyt.
Teraz wiedział, że ma na kim polegać i przede wszystkim
odkrył nową moc- czytania w myślach.

poniedziałek, 16 września 2013

Apteczka

Jeszcze chwilę stał patrząc to na pudła rezonansowe, to na swoją rodzinę.
-Co do jasnej anielki tu się dzieje?- zapytał, cały ubrudzony kurzem.
-Żebyśmy to wiedzieli- odrzekł mu wuj.
-Wynośmy się stąd, mama potrzebuje pomocy!- krzyknął i szybkim krokiem uciskając rękę podszedł do części gitary, które spoczywały na odległym końcu piwnicy.
Wziął pobliski młotek i grzmotnął z całej siły w drewniany korpus. Drzazga wbiła mu się do palca gdy wyjmował apteczkę. Nie przejmował się tym bo w owej chwili liczyła się tylko mama.
Nie spoglądając na ciało potwora przebiegł po schodach do salonu. Runął przy łóżku na którym leżała Eleanor i otworzył apteczkę. W środku była napisana instrukcja obsługi dla początkujących. Przeczytał.

1. Weź z opakowania gazę antykurmologiczną.

Nie bardzo wiedział co to znaczy, ale jak postąpił zgodnie z zasadami. Wyciągnął średniej wielkości ścierkę z napisem: "GAZA ANTYKURMOLOGICZNA". Po tym przystąpił do następnego punktu.

2. Otrzyj nią twarz  poszkodowanej osoby, a następnie wyciągnij z apteczki spray do oczyszczania wszelkich skaz pod nazwą: Spray kuniglej.

Zrobił co mu kazano. Następnie przystąpił do przedostatniego punktu.

3. Połóż rękę na policzku poszkodowanego, gdy wyczujesz drganie ściskaj jej ucho rundami po pięć razy. Jeżeli ofierze nie drgają policzki zastukaj w jej czoło specjalnym młotkiem medycznym: Stukubam.

Charlie sprawdził jedno i drugie. Po dokładnej analizie uznał, że jej policzki nie drgają więc wyciągnął z apteczki młotek i zastukał pięć razy. Po pięciu minutach jego ręka odmawiała posłuszeństwa, aż nagle usłyszał świst opon na podwórku. Ktoś zapukał. Charlie otworzył funkcjonariuszom szpitala medycznego, którzy zabrali jego mamę na noszach do zielonego powozu. Jeden z funkcjonariuszy spisał protokół i wyruszył do powozu.
Charlie prawie zapomniał, że szkoła zacznie się pojutrze i , że dziś miał się spotkać z Anastasią oraz, że dopiero co nie zginął. Lecz w jego umyśle najważniejsza była dla niego mama.

Wrócił po kilku minutach rozmyślania do salonu aby porozmawiać z rodziną.
-No i jak się czujesz? - zapytała ciocia Tessie.
-A jak mam się czuć?-zapytał- dopiero co moja mamę skrzywdził jakiś popapraniec, potem chciał zabić mnie, a jeszcze potem jakiś potwór czaił się w piwnicy, nie ma co muszę mieć ekstra samopoczucie.
Wszyscy milczeli wpatrując się w Charliego. Ciocia Tessie wydała zduszony okrzyk, gdy wuj Steve wyciągał zwłoki potwora i mężczyzny. Babcia Margo zasłoniła oczy.
-Chcę się stąd wynieść, już nie dam rady tu mieszkać, chce być już w tej szkole- zaczął podenerwowany piętnastolatek.
-Już za dwa dni- rzekła ciocia.
-Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze z mamą- odrzekł Charlie.
Rozmowę przerwało głośne pukanie do drzwi.
-Kto to może być?- zapytał Charlie.
-Idź zobacz- powiedział wuj Steve, który wrócił z ogrodu, prawdopodobnie paląc ciała.
Chłopiec wstał i ruszył w kierunku drzwi. Zobaczył tam Anastasię ubraną w piękną turkusową sukienkę. Spoglądała na niego uśmiechając się.
-Hej- zaczęła.
-Hej co ty tu robisz?- zapytał spoglądając z ukosa na wielki bagaż, który chowała za sobą.
-Wiem, że się umówiliśmy w ogrodzie, ale się nie pojawiłeś, więc postanowiłam, że jednak zanocuje u ciebie.
-Że co?- zapytał zdziwiony- ale jak to zanocujesz?
-Ty nic nie wiesz?- zapytała oburzona, a w tym momencie mina jej zrzedła.
-No jak widać nie- odrzekł lekko zmieszany i odwrócił się w stronę rodziny pytająco, oni wcale nie wyglądali na zaniepokojonych, wręcz przeciwnie cieszyli się jak małe dzieci.
-Jak jakiś Testrang spotka Testranga to musi u niego zanocować, to taki jakby znak przyjaźni. Dlatego chciałam żebyś przyszedł i zanocował u mnie- wyjaśniła.
-No dobrze...
-Zaproś ją do środka- krzyknęli z salonu
Zrobił jak powiedzieli zaprosił Anastasię do środka, wskazał jej swój pokój i łóżko, a on sam powiedział, że będzie spał na podłodze.

piątek, 13 września 2013

Potwór

Charlie stał jak wryty, nie wierząc w to co zobaczył. Upiór przypominał wilka, jednakże w miejscu, gdzie  powinny być łapy, wyrastały olbrzymie macki przypominające pytony. Monstrum spoglądało na niego swoimi wyłupiastymi, przekrwionymi oczami z żądzą mordu. Próbował cofnąć się głębiej w piwnice. Upiór zrobił to samo. Wyciągnął szpony w jego stronę, ale chłopiec był szybszy. W ostatnim momencie usunął się ze ze śliskiej ściany. Cały rozdygotany wstał powoli, czując ból w prawej dłoni. Zrozumiał, że nie ma już szans.


Ciocia Tessie, wuj Steve i babcia Margo właśnie wracali z komisariatu, nieopodal domu Eleanor, kiedy w pewnej chwili usłyszeli krzyk.
-Co to?- zapytała ciocia Tessie, spoglądając z przerażeniem na twarzy, na dom.
-Nie mam pojęcia, ale musimy to sprawdzić!- wrzasnęła babcia Margo.
Ruszyli szybkim krokiem w stronę budynku. Wuj Steve otworzył drzwi i popędził do salonu. Zobaczył tam mamę Charliego, leżącą na podłodze. Miała otwarte oczy, które szukały czegoś po pokoju, nieprzytomnym wzrokiem. Podniosła rękę i wskazała na drzwi piwnicy. Babcia Margo została przy kobiecie, a reszta rodziny ruszyła do suteryny. Zaświecili światło i już będąc na pierwszym stopniu zobaczyli co tam się dzieję. Piętnastolatek stał przy ścianie a przed nim stwór, który odwrócił się w ich stronę świdrując ich swoim spojrzeniem.
-Matko Boska!- wyrwało się Cioci Tessie, która wyjmowała właśnie instynktownie różdżkę.
Wuj Steve zrobił to samo.

***
Młodzieniec przyklejony do ściany patrzył to na potwora to na swoją rodzinę. Piwnica przemieniła się w pokój świateł i macek. Z różdżek wylatywały różowe i niebieskie płomienie. Potwór próbował się bronić lecz nieudolnie. Po kilkunastu minutach, wilko-wąż padł na ziemię.
-Dziękuję- rzekł Charlie spoglądając w stronę pudeł rezonansowych. 

poniedziałek, 9 września 2013

Coś

Poderwał się do drzwi, które stały naprzeciwko. Próbował otworzyć lecz ktoś zakneblował je z drugiej strony. Zrozpaczony szukał wzrokiem po piwnicy jakiegoś narzędzia, którym mógłby wyważyć wejście do salonu. Jego mama cierpiała z powodu utraty krwi, musiał się pospieszyć aby przeżyła po raz drugi. Kobieta była cała naga więc z trudem Charlie znalazł jej odzienie. Po chwili podciągnął mamę  na schody, a następnie rozmyślał gorączkowo nad tym aby drzwi wypadły z zawiasów z donośnym hukiem. Stało się tak jak chciał.

Wyszli zostawiając niedoszłego zabójce na stopniach schodów.  Eleanor, żyła lecz była nieprzytomna. Zostawił ją na łóżku i pobiegł szybko w stronę telefonu. Wybrał numer MOZO ( magicznego ośrodka zdrowia opiekuńczego)  i zadzwonił.
-Dzień Dobry w czym mogę służyć?- zapytał jakiś słodki głosik.
-Dzień Dobry. Mam na imię Charlie Rongie. Mieszkam na ulicy Oberkampfa. Moja mama jest w bardzo ciężkim stanie. Ktoś próbował ją zamordować. Znalazłem ją w piwnicy- powiedział jak najszybciej mógł.
-Dobrze, zaraz powiadomię policję i karetkę-odrzekła- A czy mama jest nieprzytomna?- zapytała cicho.
-Tak, proszę pani, niestety- odpowiedział trzęsąc się ze strachu.
-Mam dla ciebie informację, tylko wysłuchaj mnie uważnie, nie mamy czasu do stracenia tu liczą się sekundy-powiedziała najwyraźniej bardzo przestraszona-W każdym domu czarodziejskim powinna być apteczka Saltem czyli zdrowia.
-Tak? a gdzie ją mogę znaleźć- zapytał.
-Niestety musisz jeszcze raz zejść do piwnicy, ponieważ jest załączona w jednym z pudeł rezonansowych, a pewnie się dziwiłeś dlaczego tyle ich tam jest skoro nikt u ciebie nigdy nie grał na gitarze- rzekła pośpiesznie.
-Dobrze, zaraz tam zejdę, niech już pani zadzwoni do służb.
W tej chwili się rozłączył.
Zszedł schodami na dół, ze wstrętem wyjmując z wewnętrznej kieszeni nóż oprawcy. Już był na ostatnim stopniu widząc kawał gitary aż nagle coś zamknęło drzwi.
To nie był człowiek.

sobota, 7 września 2013

Serce

To był koniec, pomyślał młodzieniec. Nie spodziewał się, że w tak wczesnym roku życia będzie musiał zginąć i to z rąk mężczyzny, który zabił jego matkę. Mogłem go zabić, gdy mnie śledził, pomyślał. Gniew krążył w jego żyłach, nienawiść była jak trucizna, która zatruwała jego umysł.
-Zabiłeś moją matkę!!!- wycedził Charlie.
-O, sprawiła mi dużo przyjemności- powiedział oprawca z groźną miną.
-Co jeszcze jej zrobiłeś!? - wrzasnął- zaraz Cię zabiję!
-Spokojnie chłopczyku, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę- rzekł mężczyzna z politowaniem w głosie.
-Myślisz, że jestem taki słaby i nie zrobię ci krzywdy?- zapytał trzęsąc się ze strachu.
-Owszem- powiedział, mogłeś nie przychodzić tak wcześnie jeszcze bym miał pożytku z twojej mamusi.
-Zamknij się!-zaryczał- Czego tu chcesz!?
-Przyszedłem się pobawić, akurat uciekłem z celi, gdzie twój wujaszek mnie zaprowadził, jego też chciałem wykończyć ale pomyślałem, że to będzie strata czasu i wystarczy mi tylko ona- odrzekł i skierował palec w stronę Eleanor.
Charlie pomyślał, że nigdy nie odczuwał takiego strachu połączonego z odrazą, nienawiścią i gniewem.
-Załatwię Cie!!-krzyknął jak najgłośniej mógł.
-Ciekawe czym jak nawet różdżki nie masz, gówniarzu- powiedział morderca szyderczym głosem.
-Tak myślisz?-zapytał
-No pokaż na co Cię stać- rzekł i podszedł do niego wyjmując zza pazuchy różdżkę. Już miał wypowiedzieć zaklęcie, ale coś mu przerwało. Z rąk chłopca wystrzelił snop, ogromnego fioletowego ognia, który ugodził ciemiężyciela prosto w serce. Zaraz po tym padł całym ciałem, na stopnie schodów. Charlie kopnął go raz i dwa w okolice skroni, a potem szybkim tempem podbiegł do swojej mamy. Położył dwa palce wskazujące na tętnicy. Nie wyczuł pulsu.
-Mamo, błagam cię żyj!!- zapłakał głośno.
Pomyślał głęboko, że chciałby aby jego matka żyła. Nic nie pomogło.
-Nie mam, aż takiej mocy aby ożywiać ludzi- pomyślał z rozpaczą chłopiec-Naszyjnik!
Wyjął zza koszulki medalion w kształcie mózgu i przyłożył go kobiecie do serca. Odczekał kilkanaście minut modląc się aby żyła. Poskutkowało. Jej serce biło.

piątek, 6 września 2013

Piwnica

Wyprowadził ją z salonu w kierunku piwnicy. Jak najciszej mógł, stąpał po drewnianych deskach podłogowych, które skrzypiały niemiłosiernie. Rolety w oknach były zasłonięte, więc postanowił, że poszuka drzwi do piwnicy, bez użycia magii. Wymacał pierwsze drzwi od lewej. Otworzył, próbując to robić jak najciszej. Wszedł i zobaczył pomieszczenie, w którym ostatnio przebywał, mianowicie spiżarnie. Uchylił ponownie drzwi, aby wejść do salonu. Wymacał drzwi na prawo, które rozpostarły się z cichym jazgotem. Prześladowca wsunął się do środka i już wiedział, gdzie się znalazł. Zszedł schodami na dół czując po drodze odór stęchlizny. Nie przejmował się tym, ponieważ miał do zrealizowania zadanie. Na dole były: stare, purpurowe pudła rezonansowe od gitary, komody, skrzynie, krzesła i stoły. Najwidoczniej nikt nie schodził tam przez wiele lat, dlatego panował tam taki chaos. Położył pokrzywdzoną na pobliskim krześle. Obwiązał jej ręce taśmą do podpórek siedzenia. Na końcu powiedział.
-Nie bój się, nie będzie boleć. Zrobię to szybko.


Eleanor przestała marzyć. Teraz powróciła jej świadomość. Poczuła ból, który nastał przy odklejaniu taśmy z ust. Krew tryskała jej z warg, ale kierowana instynktem zacisnęła je mocno wiedząc co się stanie. Miała rację poczuła, jak ktoś wpycha jej język prosto do gardła. Usta miał spierzchnięte, a język obślizgły. Próbowała się oderwać od napastnika, lecz nieudolnie. Jakby na przekór przyciskał swoje ciało do jej ciała. W pewnym momencie spadła z krzesła, skręcając sobie nadgarstek. Przeciwnik rzucił się na nią niczym gepard, polujący w bezchmurną noc na antylopę. Rozerwał jej koszulę, aż guzik oderwał się od niej z taką siła, że oberwał w palec u ręki. Nie przeszkadzało mu to jednak, dalej dobierał się do swojej zdobyczy. Wcisnął jej dłoń pod jej czarną bokserkę i rozerwał biustonosz. Dotykał z rozkoszą i podnieceniem jej piersi, a następnie zszedł niżej, rozrywając jej spodnie.


Poczuła, że ktoś rwie jej bawełniane majtki. Krzyczała.
-Błagam,proszę,nie!
Oprawca nie miał zamiaru jej słuchać dlatego wyciągnął z kieszeni spodni scyzoryk i zadał jej ból w okolicach kącików warg. Teraz nie mogła nic powiedzieć, a nawet pisnąć bądź zajęczeć. Patrzyła tylko jak ciemiężyciel zadaje ostateczny cios.


Charlie zaświecił światło do piwnicy,które znajdywało się za drzwiami. Zdziwił się czemu rolety są nadal zasunięte. Zszedł na dół wąskimi schodami czując nie tylko zapach stęchlizny ale również krwi. Postawił nogę na ostatnim stopniu, aż zobaczył swoją matkę leżącą pod stertą brudnych ubrań całych we krwi. Z jego ust wydarł się zduszony okrzyk, usłyszał z tyłu głośne chrząknięcie po czym  odwrócił się i zobaczył tego samego człowieka co w parku, tyle, że ten teraz uśmiechał się do niego szyderczo trzymając w dłoni nóż.

Dziękuję !

15 za nami! Dziękuję wszystkim za czytanie mojego opowiadania! :D
Mam nadzieję, że podobają wam się moje (użyje tu słowa koleżanki) wypociny.
To oczywiście nie koniec.Będzie o wiele więcej rozdziałów.
Pozdrawiam, Karina :D

Koniec

Mężczyzna w czarnym płaszczu, trzymał ją na swoich barkach  za nogi i ręce. Wyprowadził ją przez drzwi z garażu do spiżarni. Pomieszczenie przypominało schowek na miotły. Przy lewej ścianie stał mop, miotła zbożowa i gumowa. Natomiast naprzeciwko nich zawieszono na ścianie kilka półek wykonanych z drewna egzotycznego. Napastnik rozglądnął się i zobaczył spoczywającą na ostatniej desce, taśmę celuloidową. Oderwał spory kawałek i zakleił usta ofierze. Po tym zrobił kilka kroków i otworzył drzwi, jak najciszej mógł. Teraz znajdował się w prostokątnym pomieszczeniu- salonie. Podszedł z ciężarem na  kręgosłupie do stolika gdzie spoczywała gazeta. Podniósł ją i zobaczył świstek papieru na którym napisano: Charlie wrócę niebawem, nie martw się o mnie jeśli się obudziłeś"
Wyjął z zewnętrznej strony płaszcza zapalniczkę z napisem: "I want to hell "
Chwilę potem kartka zajęła się ogniem. Wyrzucił popiół do tej samej kieszeni, gdzie znajdywała się zapalniczka. Popatrzył na mamę Testrunga raz jeszcze.
-Przepraszam-szepnął jej do ucha.

Eleanor straciła świadomość nie wiedziała co się z nią dzieje. Teraz wędrowała polem pełnym zbóż i kwiatów. W słońcu leniwie muczały krowy, zajadając się trawą. Wiedziała gdzie jest. Dzień przed wiadomością, że Charlie zostanie Testrungem, pojechali do swojej cioci Konnie, która miała własne pole i bydło.
Wylegiwali się w słońcu, aż nagle Charlie zapytał.
-Mamo, co się stanie jak nie dostane listu z przyjęciem do szkoły.
-Nie martw się kochanie, wszystko będzie dobrze. Jestem pewna, że będziesz dobrym czarodziejem.W końcu twój tata był ważną szychą u strażników prawa-odpowiedziała, spokojnym głosem.
-Mam nadzieję-rzekł Charlie, wyrywając źdźbło trawy.
-Nie zamartwiaj się, wszytko będzie dobrze-powiedziała przytulając go.
-Oby, lepiej pomówmy o tobie, mamo- powiedział, uśmiechając się lekko.
-A co chciałbyś wiedzieć?- zapytała rozbawiona.
-Wszystko. Na przykład do jakiej szkoły cię przyjęli?
-Och... to była szkoła w Colorado. Nazywała się " In the future" - odpowiedziała
-I jakim byłaś uczniem?-zapytał z ciekawością chłopiec.

-Piątkowym-odpowiedziała jego mama z dumą.
-Och..-jęknął-mam nadzieję, że odziedziczyłem umiejętności po tobie.
-Nie wątpię- powiedziała-Już czas Charlie, chodź musimy pomóc cioci w przygotowaniu korniszonów.
-No dobrze, ale czy to konieczne?- zapytał z niezadowoloną miną.
-Tak, Konnie liczy na nas, no już wstawaj! - ponagliła go.

Przypomniała sobie tą historię, a w jej sercu pojawiła się błogość. Nigdy nie była tak szczęśliwa. Nawet teraz, gdy miał to być jej koniec.

czwartek, 5 września 2013

Wszystko miało być dobrze

Nadszedł ranek. Charlie przebudził się, wstał z łóżka i poczłapał do szafy stojącej naprzeciwko. Wyjął z niej szlafrok oraz kapcie. Zszedł później po schodach, wołając.
-Maamooo!
Poczekał chwilę i znowu krzyknął głośniej.
-Mamooo! Gdzie jesteś?
Nikt nie odpowiadał. Zrezygnowany poszedł do lodówki, nalał sobie do miski mleko i dosypał płatków kukurydzianych "Magic Eyes'', które smakowały jak guma do żucia. Rozsiadł się przed stołem w salonie, aż po chwili uświadomił sobie, że dziś ma spotkać się z Anastasią. Spojrzał na zegar w przedpokoju, a potem znowu zawołał.
-Mamo, popatrz, która jest godzina!!
Nikt się nie odezwał. Zdenerwowany, wstał odkładając miskę z płatkami i ruszył w kierunku piwnicy. Nie wiedział dlaczego tam schodzi, ale miał pewne przeczucie, że odnajdzie tam mamę.



Dwie godziny wcześniej Eleanor wyszła z domu, aby zakupić Charliemu przybory potrzebne do szkoły. Nie chciała go budzić, więc stwierdziła, że najrozsądniej było zostawić mu karteczkę pod jej ulubionym magazynem z napisem:"Charlie wrócę niebawem, nie martw się o mnie jeśli się obudziłeś".Pojechała samochodem na ulicę gdzie znajdował się sklep: "Zonk, Zonk wszystko dla Testrangów"
Po godzinie spędzonej na ulicy Purple Strange  była  cała obładowana  książkami oraz innymi potrzebnymi rzeczami do nauki w szkole. Wracała właśnie samochodem do domu, nucąc słynną piosenkę " Magic change my life" Emily Burten.
Zaparkowała samochód w garażu, niszcząc przy tym kilka klomb z kwiatami. Otwarła drzwi, aby wyjść z auta, ale w ułamku sekundy poczuła przeszywający ból w okolicach rdzenia kręgowego. Padła na ziemię, nos miała cały zakrwawiony, czuła jakby jej oczy miały zaraz wylecieć z orbit. Przez mgłę zauważyła postać w ciemnym płaszczu. Tą samą, którą spotkała w parku Monceau. Mężczyzna  wziął ją na plecy i powędrował w stronę piwnicy...

wtorek, 3 września 2013

Prawda

Wyszedł po schodach do swojego pokoju.
-No, fantastycznie teraz będę musiał nosić kobiecy naszyjnik-pomyślał i włożył go pod bawełnianą koszule.
Poczuł powiew zimnego,porywistego wiatru, zanim zdążył mrugnąć przed nim pojawiła się kobieta, ta sama, która opowiadała mu o jego nowej szkole. Charliemu nie wydawała się jednak prawdziwa. Spróbował podać jej rękę, ale ta przeniknęła przez nią jakby owa postać była hologramem.
-Witaj, chłopcze.- zaczęła-przybyłam tu po to aby uświadomić Ci, że jesteś dla nas bardzo ważny i zrobimy wszystko co w naszej mocy abyś wstąpił do naszej szkoły.-powiedziała, cała rozpromieniona.
-Dlaczego jestem, aż tak ważny?- rzekł piętnastolatek, krocząc po pokoju.
-Jeszcze się pytasz?- zdziwiła się kobieta.- przecież ty jesteś pierwszym z rodu Testrangów!
-Co? Kim jestem?- zapytał, widocznie zaskoczony.
-Nikt Ci nie powiedział?- zapytała.
-A kto niby miałby to zrobić?
-Chociażby twoja matka- powiedziała oburzona.
-To sobie z nią porozmawiam.-oświadczył nastolatek
-Dobrze.Mam nadzieję,że dowiesz się prawdy.Uważaj na siebie.-powiedziała i od razu znikła z pokoju pozostawiając za sobą tylko smugę dymu.

-No to teraz muszę sobie z nimi porozmawiać-powiedział Charlie i zszedł na dół.
-Usłyszał zaniepokojone głosy, a gdy po chwili stawił się na dole wszyscy jakby pod wpływem czaru, zanosili się śmiechem na jego widok.
-Och, kochanie jak dobrze, że jesteś!-powiedziała Eleanor-chcesz już kolację?
-Nie! masz mi zaraz powiedzieć co jest grane!-wykrzyknął.
-Kochanie to nie pora na takie rzeczy!-cała zdenerwowana, wstała i podeszła do niego przytulając go.
-Zostaw mnie! Chcę znać prawdę mam prawo! już wszystko wiem, ta kobieta ze szkoły mi powiedziała!-znowu krzyknął w niebo głosy.
-Dobrze,usiądź skoro tak.-powiedziała
Opowiedziała mu całą historię łącznie z mędrcem,kannami oraz legendzie.
-Czyli ścigają mnie tak zwani Kannowie, którzy pragną mojej śmierci?- zapytał z nutą przerażenia.
-Niestety-powiedziała mama  Charliego.
-No to nie dam im się złapać!Będę was chronił!

niedziela, 1 września 2013

Prezent bardzo oczekiwany

-Co,o co im chodzi?-pomyślał Charlie-co się zaczęło?
Krzątał się po swoim pokoju ,a myśli zatruwały mu umysł. Były jak pijawki,których nie dało się pozbyć.


-To Kannowie?-zapytała na dole babcia Margo,wypijając kieliszek whiskey.
-Niestety,obawiam się ,że tak.Nie pij już tyle bo stracisz świadomość-doradziła jej Eleanor.
-Przepraszam,ale to z nerwów.Boję się o niego,jak pewnie każdy z nas.
-Owszem.Nie może teraz nigdzie wychodzić,jutro rano pójdziemy po rzeczy potrzebne do szkoły,ale co z pierścionkiem?-zapytała mama chłopca-jakby nie patrzyć to jego własność.
-Masz rację,myślę,że nie powinien nosić go na palcu...-rzekła ciocia Tessie
-Zamieniam się w słuch-odrzekła Eleanor patrząc w stronę ciotki z nieukrywaną ciekawością
-Przeróbmy go na naszyjnik,będzie mógł go nosić cały czas i nikt go nie zobaczy-powiedziała uradowana.
-Świetny pomysł!-odpowiedziała Eleanor i wybiegła do kuchni po kombinerki.


Tymczasem Charlie rozmyślał jak się dostać do Anastasi.
-A może po prostu ucieknę przez okno?


Eleanor wyciągnęła pierścionek z kieszeni i po kilku minutach wyglądał jak naszyjnik.
-Nie mogłaś użyć do tego magii?-zapytała babcia Margo rozeźlonym głosem.
-Nie,bo nie wiadomo jak działa i mogłabym go uszkodzić-odpowiedziała jej spokojnie mama piętnastolatka.
-Ah,no tak przepraszam-dodała jej mama cała pokryta rumieńcem.
-Zawołam Charliego-powiedziała-Charlie chodź tu szybko!
Usłyszeli dźwięk skrzypnięcia drzwi z góry,a potem po schodach zszedł nastolatek.
-O,umieram z głodu,jest już kolacja?-zapytał.
-Nie kochanie, jeszcze nie,ale mam coś dla ciebie-uśmiechnęła się do niego i dała mu go jego dawny pierścień ,który teraz był naszyjnikiem-i co?-zapytała
-fuuu,ale ja chce pierścień,a nie babski naszyjnik-powiedział-ale i tak go wezmę bo jest mój.
-noś go zawsze!-dodała szybko Eleanor-a teraz idź do pokoju zaraz będzie kolacja.