sobota, 31 sierpnia 2013

Powrót do domu

Mama Charliego, wuj Steve i ciocia Tessie oraz nastolatek przeszli przez furtkę, oddzielającą ponurą ulicę pełną szumu i jazgotu aut, od spokojnego ogrodu pełnego, pięknych kwiatów i drzew .Charlie pomyślał
-A może ta bramka jest zaczarowana?To bardzo możliwe.
Nie mógł się skupić przez całą drogę do domu. Cały czas myślał o dziewczynie. Co chwilę jednak słyszał jakby w oddali.
-Charlie! Jak ty mogłeś, coś takiego mi zrobić! Ty wiesz jak ja się bałam?!
Nie dbał o to. Liczyło się dla niego,tylko to aby mógł się spotkać ponownie w ogrodzie z Anastasią. Dopiero, zaledwie kilka minut później ,z transu wyrwało go szarpnięcie Babci Margo, która wstała z ławki aby go uścisnąć, lecz zaraz po tym usłyszał.
-Co ty sobie myślałeś,młodzieńcze!Jak śmiałeś nas nie poinformować o tym,że udałeś się na przechadzkę po mieście.
-Ale babciu, zrozum miałem wyłączony telefon-powiedział chłopiec melancholijnym głosem.
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś był w jakimś szoku.-rzekła,a potem podeszła do Charliego i przycisnęła mu swoją dłoń do jego czoła aby sprawdzić czy nie ma gorączki.
-Zostaw mnie!-krzyknął Charlie, odsuwając dłoń babci.
-Jak ty się zachowujesz w stosunku do mojej mamy, bezczelny....-nie dokończyła, ponieważ uciszyła ją mama Charliego.
-Co?o co ci chodzi?-zapytała ciocia Tessie widocznie zaintrygowana.
Znajdowali się teraz zaledwie parę metrów od domu. Wszyscy spoglądali w stronę ogrodu przed nim. Teraz chłopiec zauważył. Ogromny mężczyzna wpatrywał się w nich z wyciągniętą różdżką. Zmierzał w ich kierunku,już miał wypowiedzieć zaklęcie, ale Eleanor była szybsza, wyciągnęła różdżkę i nie wypowiedziawszy zaklęcia  z jej końca wystrzeliło coś co przypominało małe tornado. Mężczyzna uniósł się na kilka kilometrów nad nimi, a następnie rąbnął całym swoim ciałem w na trawnik.Wuj Steve podszedł do niego z wyciągniętą różdżką.Przytrzymał go aby nie uciekł i zadał mu pytanie.
-Czego tu chcesz?!
Lecz ten nie odpowiedział. Pytam się po raz ostatni jeśli mi nie odpowiesz przysięgam oddam cię w ręce Stróży magii ( byli to czarodziejscy policjanci).
-Dobrze już dobrze, powiem-odpowiedział i skierował twarz prosto na Charliego-miałem tego tu zabić z polecenia.-dodał z miną dziecka,które miało się zaraz rozpłakać.
-Kto cię nasłał?-zapytał wuj Steve , rzucając zaklęcie przywiązania.
-Nie powiem.-odpowiedział mężczyzna, cały oplątany w liny.
-Porozmawiamy na policji!-rzekł i uniósł ów człowieka.-A wy idźcie i nie wychodzie nigdzie dopóki nie przyjdę.
Otworzyli drzwi do domu.Eleanor kazała piętnastolatkowi udać się na górę i siedzieć tam aż do kolacji.Wychodząc po schodach, chłopiec usłyszał tylko głos babci
-Zaczęło się, teraz nie powinien w ogóle wychodzić do czasu znalezienia się w szkole Testrangu.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Zapraszam :D

Serdecznie zapraszam do subskrybowania,komentowania ,czytania bloga mojej znajomej
http://dryadales.blogspot.com/
Pozdrawiam i zapraszam do czytania. :)

Wianek

Doszli do parku i stanęli obok ławki ,gdzie około pół godziny temu siedział Charlie.Postanowili,że przeszukają park w nadziei,że znajdą tam chłopca.Wuj Steve poszedł w kierunku posągu Chopina,ciocia Tessie w stronę głównego wejścia,a mama piętnastolatka miała obejść wszystkie ławki.


W tym czasie Charlie stał jak kołek przed osobą płci przeciwnej.Zapytał.
-Ale jak to czekałaś,to znaczy,że mnie śledziłaś?
-Oczywiście,że nie,los chciał abyś się tu znałaś-odpowiedziała już mniej aksamitnym tonem.
-Ehh. Dalej nie rozumiem-powiedział w lekkim szoku patrząc prosto w jej oczy.
-Znam twoją tajemnicę-rzekła dziewczyna.
-Emmm. To znaczy?- zapytał,rumieniąc się .
-Jesteś Testrungem,tak?
-Skąd wiesz?-zapytał z nie do wierzeniem.
-Też nim jestem-odpowiedziała.
Coś zerwało się z ziemi i poleciało w jego kierunku.To była róża, szkarłatna,która świadczyła w świecie czarodziejów o niebezpieczeństwie.


Wuj Steve już przeszukał teren posągu Chopina, lecz nie było śladu po chłopcu.Ciocia Tessie również nie zauważyła nic co mogło by mieć związek z Charliem. Jedynie mama chłopca zobaczyła coś niepokojącego. Mężczyzna w czarnym długim płaszczu przyglądał im się złowieszczo. Eleanor podeszła do niego i zapytała
-Emm.Witam,przepraszam pana bardzo czy nie widział pan chłopca w rurkach w kolorze zielonym, czarnych tenisówkach oraz czarnej koszulce z nadrukiem?
-Guahehekaka-odpowiedział,sprawiał wrażenie jakby się krztusił.
Po chwili jego źrenice zmniejszyły się do wielkości główki od szpilki, a następnie powróciły do normalnej postaci, czyli średniej wielkości, ponieważ nasłonecznienie nie było duże.
Zapytała go ponownie o to samo, a ten cały zdyszany wskazał tylko ręką w kierunku gdzie przebywał Charlie.


-Mogłabyś mi chociaż powiedzieć jak się nazywasz?-zapytał,a jego kąciki ust lekko drgnęły.
-Mam na imię Anastasia, a ty?-zapytała chwilę potem o to samo dziewczyna.
-Charlie-odrzekł.
-Ładne imię-powiedziała rozmarzonym  tonem.
-Dziękuję,mam pytanie czy ty też idziesz do tej szkoły w Nowej Zelandii?
-Och tak,dziś rano dostałam zawiadomienie, że zostałam przyjęta-powiedziała,ku zdziwieniu chłopca przyciszonym głosem jakby czegoś się bała.
-To fajnie, ja też-powiedział.
-Jak masz na nazwisko?-zapytała Anastasia,podnosząc z ziemi stokrotki i robić z nich wianek.
-Rongie,a ty?
-Kamir-odpowiedziała-o widzę, że masz gości.
Własnie w tej chwili, przez furtkę w bramie przeszła jego rodzina, nieźle rozwścieczona
-Zobaczmy się tu jutro o szesnastej-szepnął jej do ucha.
-Dobrze-powiedziała również przyciszonym głosem, włożyła mu wianek do rąk i pobiegła w stronę drzewa.
Teraz marzył tylko o tym, żeby jego mama pozwoliła mu się popołudniu spotkać z Anastasią po tym co zrobił. Wiedział, że zna ją od kilku minut ale już teraz wiele dla niego znaczyła.

środa, 28 sierpnia 2013

Ogród

Rodzina chłopca, cała już zdyszana biegła w stronę domu Seamusa.
-Szybciej,ruszcie się!- zawrzeszczała Eleanor
-Nie dam rady-powiedziała ochrypłym głosem babcia Margo- zostawcie mnie tu i pędźcie do Charliego
-Poradzisz sobie?-zapytał wuj Steve
-Oczywiście,że tak-odpowiedziała- no szybciej ,bo jeszcze coś mu się stanie!
Posłuchali i pobiegli jeszcze szybciej.


W tym czasie nastolatek nie wiedząc gdzie zmierza  przyspieszył jeszcze bardziej.Skręcił w pobliską alejkę.
-O nie! To koniec-pomyślał zrozpaczony-tu jest brama.
Obejrzał się i zobaczył postać zmierzającą w jego kierunku.Tym razem nie biegła,przeciwnie poruszała się jakby w spowolnionym tępię.Coś błysło się w jej płaszczu. Był już pewny.To był nóż.


Dotarli już do domu Seamusa. Ciocia Tessie zapukała kilkakrotnie w drzwi lecz nikt nie odpowiedział.
-Cholera! I co my teraz zrobimy?-zapytała najwidoczniej bardzo mocno zdenerwowana
-Spokojnie, ja to zrobię -powiedział Steve
Rąbnął w drzwi pięścią aż klamka wypadła. Dopiero teraz otworzyła im wiotka kobieta w pięknej kremowej sukni przepasanej złotym paskiem. Miała falowane, blond włosy oraz krwisto czerwone usta.Wyglądała jak wampir, który przed chwilą zaspokoił pragnienie.
-W czym mogę pomóc?-zapytała delikatnym lekko seksownym głosem.
-Emmm my no tego...-odpowiedział wuj Steve, który wyglądał jakby zobaczył stos złota.
-Mam pytanie,czy był u państwa mój syn Charlie?-zayptała Eleanor.
-Przed godziną stąd wyszedł-powiedziała-podobno obraził mojego syna.
-Charlie? Nie, w życiu on jest zawsze miły dla wszystkich i nigdy by nikogo nie obraził-wie pani, gdzie mógł się podziać?-zapytała.
-No nie wiem, mógł być zazdrosny o mojego syna, który był wychowany w szlacheckiej rodzinie, a nie to co wasza-powiedziała ważnym tonem-wieśniaki....-dodała półgłosem
 -Wypraszam sobie!-powiedział Steve, zmieniając już zdanie na temat mamy Seamusa
-Nie przyszłam tu po to aby się kłócić!-krzyknęła ciocia Tessie
-To najlepiej aby pani sobie stąd poszła-odpowiedziała-a co do pytania, to widziałam jak szedł do parku-rzekła i zatrzasnęła im drzwi przed nosem
-Co za baba!-warknęła Eleanor-ale przynajmniej wiemy, gdzie się udał.
-No to ruszajmy!-krzyknęli jednocześnie  wuj Steve i ciocia Tessie


Tym czasem Charlie był w potrzasku.Nie wiedział co zrobić, czy umknąć owej postaci ,czy wymyślić co innego.Po chwili namysłu zdecydował uciec przez bramę. Położył stopę na klamce od furtki, przełożył swoje ciało i był już po drugiej stronie.Pobiegł dalej cały czas oglądając się za siebie.Zobaczył,że to nie była żadna zjawa tylko mężczyzna.Otworzył za pomocą noża furtkę i biegł w stronę Charliego.
Przerażony piętnastolatek myśląc,że mu to pomoże pomyślał , aby ten ktoś został zahipnotyzowany jak ten gnom w jego śnie i żeby sobie poszedł.
Stało się. To właśnie czego w owej chwili najbardziej pragnął. Mężczyzna odwrócił się od niego,przeszedł przez furtkę i ruszył w stronę parku jakby został zahipnotyzowany.
Charlie został sam,teraz zauważył gdzie się znalazł był to wielki ogród pełen hortensji,lilii i przede wszystkim róż wszelakich kolorów. Pomyślał,że powinien już wracać do domu lecz to było od niego silniejsze. Przechadzał się wzdłuż grządek z kwiatami,a następnie doszedł do końca ogrodu i zobaczył tam dziewczynę w falowanym brązowych włosach,pięknych długich nogach,zielonych dużych oczach. Przyglądał jej się minutę jak i ona jemu
-A więc znalazłeś moje miejsce-powiedziała pięknym aksamitnym głosem-Czekałam na Ciebie

Zjawa

Ruszyli najpierw w kierunku domu jego kolegi Jacka. Szli tak uliczkami Paryża przy zachodzie słońca,lekki wiaterek otulał im twarze,cieszyli by się tym ,gdyby był z nimi Charlie i nie groziłoby mu żadne niebezpieczeństwo . Całą drogę żałowali,że nie zabrali go ze sobą.


W tym czasie chłopiec szedł alejkami w przeciwnym kierunku. Pomyślał,że tylko na rodzinie można polegać, bo nie dość,że obraził go Seamus to w dodatku pokłócił się Jackiem. Miał nadzieję,że jego stosunki do rówieśników poprawią się w szkole Testrangu i tam znajdzie sobie przyjaciół godnych zaufania.


Rodzina Charliego zapukała do drzwi Jacka.Otworzył im  jego brat Max.Sześcioletni chłopczyk o płomiennorudych włosach i twarzy całej w piegach.
-Dzień dobry-powiedział malec
-Dzień Dobry, Max -powiedzieli-Czy mógłbyś zawołać swojego brata?-zapytała Eleanor
-Dobrze proszę pani-powiedział-Jack! mama Charliego cię woła-zawołał
-Już idę!-krzyknął Jack z góry
Usłyszeli skrzypnięcie drzwi ,a chwile później pojawił się Jack,bardzo podobny do swojego brata Maxa
-Tak? w czym mogę pomóc?-zapytał życzliwie
-Chcielibyśmy wiedzieć czy jest u ciebie Charlie-powiedzieli do chłopca
-Och ,niestety nie było go tu już dawno-powiedział-pokłóciliśmy się
-O nie.Dobrze, dziękuję ci -powiedziała mama piętnastolatka-do widzenia
-Do widzenia-rzekł i zatrzasnął za sobą  drzwi

No to teraz pozostał nam dom Seamusa ,ponieważ więcej kolegów nie ma.


Charlie siedział właśnie na ławce patrząc na drzewa rosnące w parku Monceau. Chwilę później podszedł do rotundy,która znajdywała się przy głównym wejściu, następnie podziwiał uroki rozarium czyli inaczej ogrodu różanego ,a potem wrócił do pomnika Fryderyka Chopina . Po oglądnięciu tego wszystkiego znowu powrócił do swojej ławki. Przypomniał mu się w tej chwili sen o gnomie. Wydawało mu się,że to właśnie w tym miejscu,stwór złapał go za nogę. Pamiętał również postać wyłaniającą się zza drzewa,które stało właśnie metr od niego. Zaniepokojony wstał i ruszył w stronę domu Seamusa. Odwrócił się i zobaczył zjawę w czarnym długim płaszczu wychodzącą z tego drzewa co we śnie.Pobiegł a postać zrobiła to samo.

_______________________________________________
                                           

Plan du Parc Monceau.jpg
Park Monceau
                                            

Czytajcie :D

Już dziesięć rozdziałów! Zapraszam do komentowania,subskrybowania i oczywiście do CZYTANIA :D

wtorek, 27 sierpnia 2013

Gniew

Weszli do auta i przekraczając dozwoloną prędkość minęli centrum, następnie skręcili w alejki i dojechali do domu.Nie zaparkowawszy nawet fiata ruszyli pędem w stronę domu. Eleanor wyjęła z kieszeni klucze i otworzyła drzwi.Zawołała Charliego z progu, lecz chłopiec nie odpowiedział.


Tymczasem piętnastolatek bez wiedzy mamy udał się do swojego przyjaciela Seamusa ,który mieszkał niedaleko. Myślał ,że skoro wyjechali na miasto to wrócą późno i nawet nic nie będą wiedzieli o tym, że był u swojego kumpla. Bawili się w najlepsze. Najpierw rozegrali partyjkę w brydża,a następnie przeszli do kuchni aby zrobić sobie popcorn. Chłopiec nie miał pojęcia w jakim stanie była jego matka.


Eleanor weszła po schodach na górę do jego pokoju,ale i tam go nie zobaczyła. Próbowała dzwonić lecz nieudolnie ,ponieważ wyłączył telefon.
-I co ja teraz zrobię? -zapytała płaczliwym tonem.
-A może jest właśnie u jakiegoś kolegi,co?- zapytała ciocia Tessie.
-On nie jest taki powiedział by mi o tym-odpowiedziała mama Charliego.
-Wiesz że on dojrzewa i może nie pomyślał o tym ,aby cię poinformować -odrzekła.
-Masz rację,poczekam jeszcze godzinę,a gdy się nie pojawi zacznę go szukać-powiedziała Eleanor.
-Pójdziemy z tobą!-krzyknęli wszyscy razem w trójkę.


Seamus zapytał Charliego.
-Do jakiej szkoły cię  przyjęli?
-Chyba byś nie chciał wiedzieć-powiedział chłopiec- a ciebie?
-Nie chcesz to nie mów-powiedział poważnym tonem-ja idę  tam do Las Vegas ,tata mi to załatwił, fajnie nie?
-Tak, super-skłamał
-Ale nie wstydź się nie wyśmieję Cię jak powiesz,że idziesz do tej szkoły w  Szkocji-powiedział Seamus.
-Aha? Przecież to jest dobra szkoła co ty od niej chcesz?-zapytał trochę poirytowany.
-Proszę cię... to szkoła dla biedaków-powiedział chłopiec.

Tata Charliego był biznesmenem, podobnie jak jego mama , ale nigdy nie zwracał na to uwagi bo zawsze był dla niego miły i nie wydawał się gburem, ale tym razem według niego przegiął. Uważał tak ponieważ jego ciocia uczęszczała do tej szkoły i była  bardzo utalentowaną czarownicą.

-Przesadziłeś tym razem,moja ciocia się tam uczyła-odpowiedział gniewnie Charlie.
-Ta co mieszka na wsi?-zarechotał Seamus-ty pewnie też tam idziesz jak sądzę.
-Mam cię dość,wychodzę-pożegnał się sucho i wyszedł.
-I dobrze nie chcę wieśniaka w moim domu!-zawołał za nim piętnastolatek.
Charlie szedł  w stronę domu chwiejnym krokiem , z powodu zachowania swojego dawnego przyjaciela.


Minęła godzina.Wszyscy wstali i wyszli w poszukiwaniu chłopca.

Spisek

-Opowiedz nam co się stanie, kiedy ktoś posiada prawdziwy pierścień Testrangów-powiedziała Eleanor
-Chwila mam książkę poświęconą właśnie temu pierścieniowi - powiedział i wyszedł do sąsiedniej izby
-Mam nadzieję, że to co wam mówiłam nie będzie prawdą-odrzekła mama chłopca
Po chwili starzec wrócił z małą książeczką.Otworzył ją i zaczął czytać

Pradawny pierścień należał do pierwszego z Testrangów, Ludwika Salvati. Mężczyzna gdy dowiedział się że ma w sobie inny rodzaj magii ukrywał się z tym przez wiele lat i używał jej tylko w swoim celu jednak gdy musiał się zmierzyć ze swoim bratem Cornelem Salvati ujawnił swą moc i pokonał brata po czym  zasiadł na tronie. Każdy jego podwładny myślał , że jest potworem ponieważ nie użył do tego różdżki. Pewnej nocy uknuto spisek przeciwko niemu.Chłopi z wiosek zgromadzili się w jednej gospodzie , a w nocy mieli iść i zabić ich króla. Ludwik nie był głupi i wiedział co mu grozi, uśmiercił  siebie samego i przelał swą moc do pierścienia.Teraz gdyby potomek ów mężczyzny dostał w piętnastym roku życia pierścień będzie miał moc ponad wszystkie i jedynie uśmiercenie go może dać komuś innemu tą moc.

-
Czyli tak,jak przypuszczałam-powiedziała zdenerwowana mama
-To znaczy,że twój syn  dostał go w wieku piętnastu lat?-zapytał uczony
-Tak,niestety-odpowiedziała
-O matko! musisz teraz strzec syna dopóki nie znajdzie się w szkole bo jedynie tam jest bezpieczny -doradził jej Mędrzec
-Wiem o tym-powiedziała
-Pomożemy Ci w tym ,zostaniemy tak długo jak to będzie możliwe-prawie krzyknęli w trójkę
-Dziękuję wam za pomoc-rzekła mama piętnastolatka
-Ale jak nikt nie wie,że on dostał pierścień to przecież nikt mu krzywdy nie zrobi,tak?-zapytała Eleanor starca
-Obawiam się,że mógłby - powiedział
-Co to oznacza?-zapytała
-Są na świecie tak zwani Kannowie którzy zabijają nie winnych Testrangów  ponieważ mają nadzieję,że gdy ich uśmiercą oni sami zdobędą ich moc-odpowiedział
-O nie! Charlie jest sam w domu!-powiedziała i wszyscy w czwórkę wybiegli z chatki.

Starzec

Wyszli z domu.Eleanor wyjechała swoim  niebieskim Fiatem z garażu.Ciotka Tessie i babcia Margo zajęły miejsca z tyłu samochodu, natomiast wuj Steve obok mamy Charliego. Jechali  najpierw zatłoczonymi ulicami Paryża następnie przejechali przez centrum,a dopiero potem wjechali na obrzeża miasta
-Daleko jeszcze?-spytała babcia Margo
-Jeszcze chwila bo on mieszka niedaleko Lasku Bulońskiego czyli jest to na...-zastanawiała się mama chłopca
-Nie wiesz? na 16 dzielnicy przecież-odpowiedziała poirytowana ciotka Tessie
-Ah no tak,dziękuje masz racje
Skręciła i już z daleka widzieli wysokie dęby oraz inne drzewa liściaste. Zatrzymali się nieopodal i ruszyli w kierunku małej chatki położonej na skraju lasu.


W tym czasie Charlie zastanawiał się dlaczego rodzina zostawiła go samego i dlaczego nie mógł z nimi pojechać. Rozmyślał tak kilka minut ale zrezygnowany poszedł na dół aby napić się mleka. Wziął szklankę ze sobą do salonu i usiadł na kanapie. Zobaczył ,że na stole leży magazyn mamy więc zaczął z nudów czytać.
Już po przeczytaniu pierwszej strony tak się uśmiał, że prawie wylał szklankę z mlekiem , a mianowicie pisało tam :
Reporterka naszego magazynu "Wizard Everywhere" Linda Button pojechała do Londynu aby tam zdać relację z wybiegu mody słynnej projektantki Luizy Cern. Modelki były ubrane w dość kontrowersyjny sposób ,ponieważ ich ciała okryte były skórkami od bananów, a buty zrobione zostały z pomidorów. Linda zapytała projektantkę
-Dlaczego akurat pomysł na takie ubranie panią zainteresował?-zapytała 
-Ponieważ jest to zdrowy tryb życia wykorzystywać stare odpady po jedzeniu na ubranie , a poza tym  jest to teraz   krzykiem  mody więc za chwilę każdy  będzie chciał się tak ubierać-odpowiedziała

Charlie nie mógł powstrzymać śmiechu po przeczytaniu tego artykułu.
-Tak, na pewno założę śmieci na siebie-pomyślał

Wszyscy w czwórkę zapukali do starych drewnianych drzwi.Po chwili otworzył im starzec z dużą czapką czarodzieja na głowie i w blado szarej  szacie z aksamitu. Zaprosił ich do środka. Miejsce to przypominało nie mieszkanie ale jaskinie ponieważ ściany były zrobione ze skały ,a w środku znajdowała się tylko kanapa ,mini kuchnia i wielkie biurko zawalone papierami. Usiedli na kanapie, a starzec zapytał
-Co was tu sprowadza?
-Mamy pewien problem...-zaczęła ciocia Tessie
-No to słucham-powiedział znajomy Eleanor
-Wczoraj mój syn dostał pierścień z mózgiem i nie jestem pewna co to oznacza-ciągnęła mama  chłopca
-Pokaż mi go-rozkazał uczony
Eleanor wyjęła z kieszeni pierścień i podała go starcowi
-Chwila zaraz sprawdzę czy to nie falsyfikat,wracam za minute-powiedział starzec niespokojnym głosem
 Przyszedł z sąsiedniej izby ,gdzie znajdowało się mahoniowe biurko i powiedział cały roztrzęsiony
-To nie falsyfikat.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Tajemnica

Dobrze,poszedł już więc mogę wam powiedzieć o tym co mnie nie pokoi.Wyszła i wróciła z pierścionkiem z mózgiem.
-Och chyba nie myślisz że to jest....-urwała ciotka Tessie gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi.
Charlie zszedł na dół żeby poprosić o szklankę wody ponieważ zaschło mu w gardle.Eleanor szybko mu ją podała i ponagliła go aby wrócił do swojego pokoju .Charlie niechętnie się zgodził i wyszedł. Zaczekali tylko aż drzwi się zamkną i siostra mamy chłopca kontynuowała swoją wypowiedź
-Nie myślisz chyba że jest to ten pradawny pierścień Testrangów?- zapytała
-Właśnie boję się że to właśnie to-odpowiedziała z niespokojną miną- a jeśli tak to znaczy że mój syn jest potomkiem pierwszego z Testrangów i ma olbrzymią moc gdy go założy
-No to co ty się tak przejmujesz?-zapytała babcia Margo- chyba to dobrze że chłopak ma zdolności i jako jedyny w rodzinie coś osiągnął
-Mamo ja się najbardziej boję tego,że gdy ktoś się o tym dowie to mój syn...
-Będzie wniebowzięty-zakończyła babcia
-coś o wiele bardziej gorszego...-powiedziała jej Eleanor
-Co takiego?-zapytał wuj
-Czytałam o tym pierścieniu gdy ktoś zabije pierworodnego potomka pierwszego z Testrangów będzie mógł władać pierścieniem na wieki i posiadać moc jakiej jeszcze nikt nie znał
-O matko!-zawrzeszczała ciotka Tessie
-Musimy teraz sprawdzić czy to nie jest falsyfikat-powiedziała mama Charliego
-Ale jak?-zapytał wuj
-Znam łatwy sposób odwiedzimy mojego starego znajomego który całe życie poświęcił dla Testrangów-odrzekła
-A więc do dzieła! -powiedzieli wszyscy w trójkę
-Chwila! powiem tylko Charliemu,że wychodzimy-powiedziała
-Charlie zejdź tu szybko-zawrzeszczała Eleanor
Drzwi skrzypnęły i chwilę później chłopiec zjechał z poręczy schodów
-Charlie ile razy ci mówiłam ,żebyś nie zjeżdżał po tych schodach!- zwróciła mu uwagę
-Przepraszam,nie chciałem-powiedział -skończyliście już rozmawiać? mogę się dołączyć?
-Jeszcze nie,mamy pilną sprawę do załatwienia na mieście-powiedziała-więc teraz ty sprawujesz opiekę nad domem
-Ehh no dobrze-odrzekł-tylko wracajcie szybko
-Dobrze,obiecujemy-powiedzieli wszyscy w czwórkę
I w tym momencie Charlie został sam w domu.

Wizyta

Eleanor ponaglała syna żeby się pospieszył ze ścieleniem łóżek dla gości , a ona sama zacznie przyrządzać obiad dla nich.
-Ale mamo przecież ty miałaś im wczoraj pościelić łóżka-uskarżył się.
-Po pierwsze myślałam że późno przyjadą, a po drugie byłam zajęta-odpowiedziała.
-Taa pewnie czytaniem tych wypocin-mruknął Charlie.
-A żebyś wiedział i to nie są wcale wypociny tylko porządny magazyn-odrzekła jego matka.
-Tak, tak oczywiście-bąknął chłopiec-a tak właściwie co zamierzasz ugotować dla gości?
-Myślę że zrobię pieczeń, a  do tego ciasto cytrynowe-odpowiedziała.
-A nie miałaś czasem zrobić Kordy?-zarzucił jej syn.
-Owszem miałam ale pomyślałam, że ciasto cytrynowe będzie bardziej wytworniejsze niż zwykła Korda-odpowiedziała Eleanor.
-W sumie masz racje- powiedział Charlie i wrócił do ścielenia łóżka.
Zajęło mu to pięć minut a następnie zabrał się do kolejnego.Tym razem pościel miała wzór w kwiaty, a nie w kwadraty.Po zrobieniu tego wszystkiego ruszył w stronę kuchni aby pomóc matce w przygotowaniu ciasta. Przerwało mu jednak głośne chlupnięcie z łazienki. Pobiegł tam szybko i zobaczył Guzcka juniora który właśnie wleciał do... sedesu.
-Ohh biedak -pomyślał Charlie i nałożył rękawice żeby wyjąć nietoperza.
Cały był mokry z wyjątkiem małej paczuszki przywiązanej zręcznie przy nóżki Guzcka. Chłopiec pomyślał, że ktoś kto mu wysłał ów podarunek musiał pomyśleć, że coś takiego może się zdarzyć więc go zaczarował.
Osuszył nietoperza i pobiegł do mamy z paczuszką.
-Dostałem jakiś prezent-powiedział jej.
-No to na co czekasz? otwórz- doradziła mu mama.
-No dobrze.
Otworzył i zobaczył w środku pierścionek w kształcie mózgu. Popatrzył na pakunek ale nie dostrzegł od kogo może być więc wyrzucił opakowanie i wrócił do robienia ciasta pozostawiając pierścionek obok piekarnika.
Po chwili mam zapytała co było w środku.
-Pierścionek z mózgiem-powiedział-jak myślisz co to może być?
-Pokaż mi go w tej chwili-odpowiedziała rozkazującym tonem.
-Proszę-powiedział podając jej pierścionek.
-Oh nie.. to nie może być.. - mruknęła - oddaj mi go, przechowam ci.
-No dobrze, a kiedy go będę mógł znowu dostać?-zapytał.
-W najbliższym czasie-odpowiedziała.
-Dobrze.
W tym właśnie momencie zagrzmiał dzwonek do drzwi. Eleanor otworzyła i zobaczyła w nich ciocię Tessie wujka Steva oraz babcie Margo. Przywitali się i poszli wprost ku stołowi w sypialni.
-Och jak się cieszę, że mamy kogoś takiego w rodzinie-powiedziała ciocia zalana łzami szczęścia, tuląc Charliego
-Tak to wspaniałe..-powiedziała Eleanor.
-Nie cieszysz się z tego?-zapytał wuj.
-Tak cieszę się nawet bardzo ale jest coś o czym muszę z wami porozmawiać na osobności-odpowiedziała mama chłopca.
-Dobrze, Charlie daj nam chwilę zawołamy Cię jak skończymy - powiedziała babcia Margo.
-Idź do swojego pokoju!-prawie krzyknęła Eleanor gdy piętnastolatek nalegał żeby zostać.
Wrócił do niego znowu pogłębiając się w myślach i obawach.

Sen

Charlie położył się dopiero o pierwszej w nocy ponieważ rozmyślał nad nową szkołą.Miał bardzo dziwny sen.Szedł sobie przez alejki koło wieży Eiffla aż nagle obok niego ukazał się gnom.Miał wielki nos oraz brzuch. Nie przypominał w niczym normalnych miejskich gnomów ponieważ te są małe i mają skórę koloru oliwkowego natomiast ten był czarny jak smoła z wielkimi bąblami na brzuchu. Podszedł do niego i niezrozumiałym dla chłopca językiem powiedział coś w stylu : guahaha haha guaku. Charlie zaskoczony tym co właśnie zobaczył odsunął się od niego na parę metrów . Niestety gnom nie dawał mu spokoju szedł za nim cały czas a gdy młodzieniec zaczynał biec zrobił to samo. Cały zdyszany skręcił w pobliską alejkę z myślą że w końcu gnom zostawi go w spokoju.Mylił się nie dość że pobiegł za nim to jeszcze zaczął kurczowo trzymać jego stopę jak kilkuletnie dziecko. Chłopiec zaczął się szarpać ale to nic nie dawało było jeszcze gorzej intruz jeszcze mocniej splótł swe dłonie na jego kostce.Zrozpaczony wołał pomocy gdy nagle zza drzewa wyłoniła się pewna postać. Miała długi szal oraz prawie tak samo długą ,malinową szatę. Patrzyła na niego z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. Podszedł  do gnoma powiedziała coś po cichu , a on jakby został zahipnotyzowany odszedł zataczając się.
W tym momencie Charlie obudził się zlany potem, a koło niego  stała jego mama uspokajając go.
-Mamo co się stało?-zapytał
-Kochanie przybiegłam bo mamrotałeś coś o gnomie - odpowiedziała mama z zaniepokojoną miną
-Przecież to nic strasznego jak coś ktoś mamrocze o jakimś gnomie-ciągnął chłopiec
-Oczywiście kochanie, to nic takiego-powiedziała- a teraz śpij dalej i nie myśl o gnomach
-Dobrze,dobranoc-odrzekł piętnastolatek
-Dobranoc,miłych snów
Tym razem nie śnił mu się żaden gnom czy jakaś postać która go unieszkodliwiła.Wstał spokojnie  zawołał ze schodów.
-Mamooo! gdzie jesteś?-zapytał
-Tutaj w kuchni - odpowiedziała Eleanor-przyjdź już śniadanie prawie gotowe
-Dobrze zaraz będę-odpowiedział i zszedł chwiejnym krokiem po spiralnych schodach
Poczuł od razu co przygotowała dla niego jego mama.Była to ulubiona potrawa chłopca : Zakąska Tęgaka
Jej składniki nie było za bardzo wyrafinowane lecz jemu smakowało to najbardziej na świecie.Składała się z jajek,syropu klonowego,mąki,cukru pudru oraz z płatków śniadaniowych. Najbardziej lubił ją w wykonaniu właśnie jego mamy ponieważ ciotka Tessie kiedy był u  niej na święta podała mu ją lecz ta smakowała jak stare skarpetki.Charlie usiadł na chwilę przy stole w salonie aby spojrzeć na magazyn mamy i się z niego pośmiać ponieważ to co w nim pisali to były jedne wielkie brednie.Zanim wstał aby pójść po swoje śniadanie zobaczył,że nigdzie nie musi iść bo właśnie samo przyleciało do niego.Wsunął je w oka mgnieniu ponieważ burczało mu w brzuchu od chwili gdy się obudził.Skończywszy jeść umył za sobą talerz oraz podziękował mamie za pyszną Zakąskę.Wrócił po chwili do swojego pokoju i zobaczył że rodzinny nietoperz miał związany na swojej nóżce list,odpakował go i przeczytał
Drogi Charlie
Za parę minut pakujemy się i jedziemy do was z odwiedzinami mam nadzieję, że jesteście wszyscy zdrów.
Kochająca rodzina

Młodzieniec wstał i poszedł do swojej mamy aby jej powiedzieć o zawartości listu.

Zaskoczenie

Po tym zdarzeniu mama Charliego aż podskoczyła ze szczęścia. Ohh mój kochany synku jestem z Ciebie taka dumna! Gdyby tylko tata to widział. Niestety tata piętnastolatka zaginął 8 lat temu w poszukiwaniu ostatnich elfów żeby ich przekonać że czarodzieje to nie potwory i pomagają innym. Co wieczór Eleanor wypatrywała swojego męża w oknie z nadzieją że przyjdzie i uściśnie ją mocno. Jedyną bliską jej osobą był Charlie wysoki brunet o niebieskich oczach. Wracając do wydarzenia  chłopiec nie bardzo wiedział czym jest ten testrang więc z lekką nutą przerażenia zapytał mamy.
-Och kochanie,jak to nie wiesz!-odpowiedziała
-No nie wiem mamo...-powiedział Charlie
-Jakby Ci to wytłumaczyć... wiem! ta osoba nie musi machać różdżką i wypowiadać zaklęcia wystarczy że pomyśli a to się dzieje.Takich osób jest coraz mniej bo zazdrość u zwykłych czarodziei jest tak duża,że są zdolni nawet to zabicia takiej osoby.Jedynym bezpiecznym miejscem jest słynna szkoła w Nowej Zelandii - Szkoła Testrangu-odrzekła Eleanor
- Czyli ja tam idę?-zapytał
-Tak kochanie właśnie tam-odpowiedziała-jesteś jedyną osobą w rodzinie o tej zdolności-ciągnęła dalej
-Naprawdę,ale mamo ja tego w ogóle nie czuje ...
-Nie martw się wszystkiego się nauczysz
-Mam taką nadzieję
Po tej rozmowie Charlie udał się do pokoju i napisał list do swojej rodziny.

Kochana Rodzino!
Przyszło zawiadomienie do której szkoły się  udam. Nie będzie to jednak normalna szkoła czarodziejstwa.Udam się do szkoły Testrangu w Nowej Zelandii. Trochę się obawiam ,że sobie nie poradzę. Proszę przyjedziecie na Korde mama właśnie upiekła (albo kupiła w cukierni) Mam nadzieję,że wszyscy są zdrowi pozdrawiam i zapraszam.
                                                                                                                                       Charlie

Zapieczętował list i przywiązał do nogi swojemu Guzcowi ( był to rodzinny nietoperz który dostarcza listy) podrapał go za uszami i powiedział gdzie ma lecieć w mgnieniu oka nietoperz wyfrunął z okna. Chwilę później Charlie zszedł na dół żeby poinformować o tym swoją mamę.
-Mamo przed chwilą wysłałem zaproszenie do rodziny żeby przyjechali na Korde,dobrze?- zapytał
-No to już będą mieli dwa zaproszenia ale myślę ,że Twoje dojdzie szybciej bo musiałam użyć Guzca juniora a wiesz,że to jego dopiero drugi lot-odpowiedziała
-Ah no tak rzeczywiście-powiedział chłopiec-Emmm mamo pani dyrektor z tej szkoły powiedział mi że wyśle mi pergamin z rzeczami potrzebnymi do uczenia się więc w takim razie gdzie zrobimy zakupy?-zapytał piętnastolatek
-O  to się nie martw znam tajne przejście na ulice do kupowania rzeczy dla Testrangów na ulicy Purple Strange-odpowiedziała Eleanor
-No to dobrze mam nadzieję,że szybko je prześlą- powiedział Charlie z nutą zaniepokojenia
-Idź lepiej na górę i sprawdź czy nie dostałeś żadnego listu przez Guzca
-Dobrze-powiedział chłopiec i ruszył na górę schodami
Tak jak się spodziewał,że jego mama będzie mieć racje Guzc przyleciał i trzymał przywiązany list u jego nogi.Charlie pospiesznie go odwiązał i przeczytał
Kochany Charlie!
Cała rodzina cieszy się z tego,że zostałeś Testrangem najbardziej ciocia Tekla która robi właśnie wypracowanie na ich temat.Jednakże niepokoi mnie to,że twój kuzyn James gdy mu o tym powiedziałam powiedział coś niemiłego na ten temat,może po prostu jest zazdrosny ...

Charlie przerwał w tym momencie bo uświadomił sobie właśnie,że zawsze rywalizował z James i to on zawsze był od niego gorszy więc teraz z uśmiechniętą twarzą wrócił do listu

Oczywiście z miłą chęcią do Ciebie przyjedziemy,myślę ,że wybierzemy się już jutro.
PS. Powiedz mamie ,że Guzc junior już do nas dotarł więc nie będziemy wysyłali drugi raz tego samego listu.
                                                                                                                                   Kochająca Rodzina

 Charlie odłożył list,dał wodę Guzcowi i poszedł schodami na dół do mamy.Tym razem siedziała w salonie czytając magazyn Wizard Everywhere. Odchrząknął i powiedział jej o liście. Odpowiedziała mu:
-Dobrze to ja przygotuję łóżka bo pewnie przyjadą na kilka dni a ty idź zapoznaj się z listem z materiałami potrzebnymi do szkoły-powiedziała
-Oooo już są?szybko-powiedział Charlie - a właściwie gdzie on jest?
-Leży na stole w kuchni-odpowiedziała i zajęła się lekturą
Charlie poszedł do kuchni i zobaczył zwój pergaminu.Porwał go i pobiegł do swojego pokoju.
-Hmmmm, zobaczmy co tutaj mamy-powiedział chłopiec.

Testrange w nowym roku szkolnym będą potrzebować:
-20 arkuszy pergaminu,
-2 kałamarze,
-wieczne pióro,
-książkę do uczenia się zmysłem autorki Bennie Cold ( 5 tomów)
-Szatę w kolorze zielonym lub purpurowym
-Dowolne zwierzę nie cięższe niż 10 kg,
-przyrządy które zaleci sprzedawca w sklepie "Zonk,zonk wszystko dla Testrangów"

Charlie skończył czytać pełen obaw, że  nie poradzi sobie w nowym roku szkolnym.

Zapraszam do czytania :)

Pewnie myślicie,że tak będą wyglądały wszystkie rozdziały otóż nie to dopiero była wzmianka. Zapraszam do czytania :)

Prolog...

Wstał.Tak wiedział że coś się szykuje.Zszedł na dól.Pusto.Myślał że to tymczasowe.Nie mylił się.Usłyszał gwizdek czajnika następnie głos kobiety.Powiedziała mu żeby do niej podszedł.Zrobił to.Kobieta była jego matką która miała na imię Eleanor.Podekscytowana powiedziała swojemu synowi Charliemu że dostała to, czego tak oczekiwał przez piętnaście lat . -Jestem z ciebie dumna- powiedziała. -Pokaż bo nie uwierzę-odpowiedział Charlie. -Oczywiście kochanie-powiedziała-tylko napisali żebym ci powiedziała jak to zrobić żebyś zobaczył o co w tym chodzi. -dobrze,powiedz-odrzekł. -Zamknij oczy - powiedziała do chłopca. -Zrobiłem to już-dopowiedział. -Teraz pomyśl trzy razy o swoim ulubionym momencie życia. -Już-ciągnął dalej I powiedz trzy razy w myślach :"powiedz wszystko o szkole" -Gotowe Stało się. Zobaczył szkołę do której miał trafić niedługo,powitała go kobieta z blond włosami i powiedziała:Witaj właśnie zostałeś przyjęty do szkoły magi jednakże nie jest to szkoła normalna.W tej szkole będziemy cię uczyć jak uczyć się magi przez umysł.Mało jest na świecie ludzi z tą zdolnością więc cieszymy się że dołączysz do tej grupy osób.Twoi rodzice nie mają tego daru czyli są zwykłymi czarodziejami.Tutaj takich ludzi nazywamy testrungami ,za tydzień rozpoczyna się rok szkolny ,do szkoły dolecisz na darnach ,mam nadzieję że wiesz co to jest jeśli nie to zobaczysz wkrótce.Spotkamy się za tydzień przy lotnisku we Francji na ulicy White Rose.Za kilka godzin dam ci pergamin z potrzebnymi rzeczami do szkoły.Mam nadzieję że sobie poradzisz. W tej chwili rozłączyła się.
-To kiedy idziemy kupić różdżkę?-zapytała mama -Nie musimy jej kupować bo ja nie idę do normalnej szkoły magii-powiedział -Jestem testrungem..

Początek

Witajcie!
Właśnie zaczynam moją przygodę z blogiem. Zaraz pojawi się pierwszy rozdział. Nie będę się rozpisywać zapraszam ;)