-A może ta bramka jest zaczarowana?To bardzo możliwe.
Nie mógł się skupić przez całą drogę do domu. Cały czas myślał o dziewczynie. Co chwilę jednak słyszał jakby w oddali.
-Charlie! Jak ty mogłeś, coś takiego mi zrobić! Ty wiesz jak ja się bałam?!
Nie dbał o to. Liczyło się dla niego,tylko to aby mógł się spotkać ponownie w ogrodzie z Anastasią. Dopiero, zaledwie kilka minut później ,z transu wyrwało go szarpnięcie Babci Margo, która wstała z ławki aby go uścisnąć, lecz zaraz po tym usłyszał.
-Co ty sobie myślałeś,młodzieńcze!Jak śmiałeś nas nie poinformować o tym,że udałeś się na przechadzkę po mieście.
-Ale babciu, zrozum miałem wyłączony telefon-powiedział chłopiec melancholijnym głosem.
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś był w jakimś szoku.-rzekła,a potem podeszła do Charliego i przycisnęła mu swoją dłoń do jego czoła aby sprawdzić czy nie ma gorączki.
-Zostaw mnie!-krzyknął Charlie, odsuwając dłoń babci.
-Jak ty się zachowujesz w stosunku do mojej mamy, bezczelny....-nie dokończyła, ponieważ uciszyła ją mama Charliego.
-Co?o co ci chodzi?-zapytała ciocia Tessie widocznie zaintrygowana.
Znajdowali się teraz zaledwie parę metrów od domu. Wszyscy spoglądali w stronę ogrodu przed nim. Teraz chłopiec zauważył. Ogromny mężczyzna wpatrywał się w nich z wyciągniętą różdżką. Zmierzał w ich kierunku,już miał wypowiedzieć zaklęcie, ale Eleanor była szybsza, wyciągnęła różdżkę i nie wypowiedziawszy zaklęcia z jej końca wystrzeliło coś co przypominało małe tornado. Mężczyzna uniósł się na kilka kilometrów nad nimi, a następnie rąbnął całym swoim ciałem w na trawnik.Wuj Steve podszedł do niego z wyciągniętą różdżką.Przytrzymał go aby nie uciekł i zadał mu pytanie.
-Czego tu chcesz?!
Lecz ten nie odpowiedział. Pytam się po raz ostatni jeśli mi nie odpowiesz przysięgam oddam cię w ręce Stróży magii ( byli to czarodziejscy policjanci).
-Dobrze już dobrze, powiem-odpowiedział i skierował twarz prosto na Charliego-miałem tego tu zabić z polecenia.-dodał z miną dziecka,które miało się zaraz rozpłakać.
-Kto cię nasłał?-zapytał wuj Steve , rzucając zaklęcie przywiązania.
-Nie powiem.-odpowiedział mężczyzna, cały oplątany w liny.
-Porozmawiamy na policji!-rzekł i uniósł ów człowieka.-A wy idźcie i nie wychodzie nigdzie dopóki nie przyjdę.
Otworzyli drzwi do domu.Eleanor kazała piętnastolatkowi udać się na górę i siedzieć tam aż do kolacji.Wychodząc po schodach, chłopiec usłyszał tylko głos babci
-Zaczęło się, teraz nie powinien w ogóle wychodzić do czasu znalezienia się w szkole Testrangu.
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś był w jakimś szoku.-rzekła,a potem podeszła do Charliego i przycisnęła mu swoją dłoń do jego czoła aby sprawdzić czy nie ma gorączki.
-Zostaw mnie!-krzyknął Charlie, odsuwając dłoń babci.
-Jak ty się zachowujesz w stosunku do mojej mamy, bezczelny....-nie dokończyła, ponieważ uciszyła ją mama Charliego.
-Co?o co ci chodzi?-zapytała ciocia Tessie widocznie zaintrygowana.
Znajdowali się teraz zaledwie parę metrów od domu. Wszyscy spoglądali w stronę ogrodu przed nim. Teraz chłopiec zauważył. Ogromny mężczyzna wpatrywał się w nich z wyciągniętą różdżką. Zmierzał w ich kierunku,już miał wypowiedzieć zaklęcie, ale Eleanor była szybsza, wyciągnęła różdżkę i nie wypowiedziawszy zaklęcia z jej końca wystrzeliło coś co przypominało małe tornado. Mężczyzna uniósł się na kilka kilometrów nad nimi, a następnie rąbnął całym swoim ciałem w na trawnik.Wuj Steve podszedł do niego z wyciągniętą różdżką.Przytrzymał go aby nie uciekł i zadał mu pytanie.
-Czego tu chcesz?!
Lecz ten nie odpowiedział. Pytam się po raz ostatni jeśli mi nie odpowiesz przysięgam oddam cię w ręce Stróży magii ( byli to czarodziejscy policjanci).
-Dobrze już dobrze, powiem-odpowiedział i skierował twarz prosto na Charliego-miałem tego tu zabić z polecenia.-dodał z miną dziecka,które miało się zaraz rozpłakać.
-Kto cię nasłał?-zapytał wuj Steve , rzucając zaklęcie przywiązania.
-Nie powiem.-odpowiedział mężczyzna, cały oplątany w liny.
-Porozmawiamy na policji!-rzekł i uniósł ów człowieka.-A wy idźcie i nie wychodzie nigdzie dopóki nie przyjdę.
Otworzyli drzwi do domu.Eleanor kazała piętnastolatkowi udać się na górę i siedzieć tam aż do kolacji.Wychodząc po schodach, chłopiec usłyszał tylko głos babci
-Zaczęło się, teraz nie powinien w ogóle wychodzić do czasu znalezienia się w szkole Testrangu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz