czwartek, 29 sierpnia 2013

Wianek

Doszli do parku i stanęli obok ławki ,gdzie około pół godziny temu siedział Charlie.Postanowili,że przeszukają park w nadziei,że znajdą tam chłopca.Wuj Steve poszedł w kierunku posągu Chopina,ciocia Tessie w stronę głównego wejścia,a mama piętnastolatka miała obejść wszystkie ławki.


W tym czasie Charlie stał jak kołek przed osobą płci przeciwnej.Zapytał.
-Ale jak to czekałaś,to znaczy,że mnie śledziłaś?
-Oczywiście,że nie,los chciał abyś się tu znałaś-odpowiedziała już mniej aksamitnym tonem.
-Ehh. Dalej nie rozumiem-powiedział w lekkim szoku patrząc prosto w jej oczy.
-Znam twoją tajemnicę-rzekła dziewczyna.
-Emmm. To znaczy?- zapytał,rumieniąc się .
-Jesteś Testrungem,tak?
-Skąd wiesz?-zapytał z nie do wierzeniem.
-Też nim jestem-odpowiedziała.
Coś zerwało się z ziemi i poleciało w jego kierunku.To była róża, szkarłatna,która świadczyła w świecie czarodziejów o niebezpieczeństwie.


Wuj Steve już przeszukał teren posągu Chopina, lecz nie było śladu po chłopcu.Ciocia Tessie również nie zauważyła nic co mogło by mieć związek z Charliem. Jedynie mama chłopca zobaczyła coś niepokojącego. Mężczyzna w czarnym długim płaszczu przyglądał im się złowieszczo. Eleanor podeszła do niego i zapytała
-Emm.Witam,przepraszam pana bardzo czy nie widział pan chłopca w rurkach w kolorze zielonym, czarnych tenisówkach oraz czarnej koszulce z nadrukiem?
-Guahehekaka-odpowiedział,sprawiał wrażenie jakby się krztusił.
Po chwili jego źrenice zmniejszyły się do wielkości główki od szpilki, a następnie powróciły do normalnej postaci, czyli średniej wielkości, ponieważ nasłonecznienie nie było duże.
Zapytała go ponownie o to samo, a ten cały zdyszany wskazał tylko ręką w kierunku gdzie przebywał Charlie.


-Mogłabyś mi chociaż powiedzieć jak się nazywasz?-zapytał,a jego kąciki ust lekko drgnęły.
-Mam na imię Anastasia, a ty?-zapytała chwilę potem o to samo dziewczyna.
-Charlie-odrzekł.
-Ładne imię-powiedziała rozmarzonym  tonem.
-Dziękuję,mam pytanie czy ty też idziesz do tej szkoły w Nowej Zelandii?
-Och tak,dziś rano dostałam zawiadomienie, że zostałam przyjęta-powiedziała,ku zdziwieniu chłopca przyciszonym głosem jakby czegoś się bała.
-To fajnie, ja też-powiedział.
-Jak masz na nazwisko?-zapytała Anastasia,podnosząc z ziemi stokrotki i robić z nich wianek.
-Rongie,a ty?
-Kamir-odpowiedziała-o widzę, że masz gości.
Własnie w tej chwili, przez furtkę w bramie przeszła jego rodzina, nieźle rozwścieczona
-Zobaczmy się tu jutro o szesnastej-szepnął jej do ucha.
-Dobrze-powiedziała również przyciszonym głosem, włożyła mu wianek do rąk i pobiegła w stronę drzewa.
Teraz marzył tylko o tym, żeby jego mama pozwoliła mu się popołudniu spotkać z Anastasią po tym co zrobił. Wiedział, że zna ją od kilku minut ale już teraz wiele dla niego znaczyła.

2 komentarze:

  1. Wow! Z każdym kolejnym rozdziałem jest coraz ciekawiej, oby tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No, teraz już lepiej ^_^ ale nadal... PRZECINKI ;_; zapraszam też do mnie, piszę porąbane fantasy - http://hestiaanddavid.blogspot.com/ byłabym wdzięczna za ocenę ;)

    OdpowiedzUsuń