piątek, 6 grudnia 2013

No to ruszamy :>

Po dłuższej przerwie wróciłam i obiecuję, że nasi bohaterowie niedługo trafią do szkoły Testrangu :>
Zapraszam na kolejne rozdziały i tak jak Charlie czy Anastasia czyńcie magię w swoim umyśle! :)
Karina

Egzamin

To była próba. Żeby dostać się do szkoły Testrangów trzeba było ujść z życiem latając i pływając na haguerze oraz dodatkowo wykazać zdolności magiczne. Nie wiedzieli jednak czego mogą się spodziewać.
Charlie zobaczył  przerażoną minę Anastasi i wzniósł się do góry na tym zadziwiającym stworzeniu.
Leciał przez mgłę, próbując nie zakrztusić się zimnym wiatrem, który napierał na niego z całej siły.
-Eh tak, to kolejna próba- pomyślał.
Skupił się i chwilę potem mgła rozsunęła się na boki tworząc ścieżkę oświetloną słońcem, w której wiał lekki, ciepły wiatr. Z ulgą odetchnął i poszybował dalej coraz wyżej. Tym razem obyło się od złych warunków pogodowych, jednakże to był dopiero początek. Zauważył w oddali czarnego konia zmierzającego w jego kierunku, najgorsze było jednak to, że siedział na nim ten sam stwór, którego próbował zabić w piwnicy.
-To na pewno nie jest dzieło organizatorów egzaminu- stwierdził.

***
Dziewczyna w tym czasie płynęła przez błękitną lagunę, jednak teraz haguer przybrał postać syreny. Zapewniła sobie poprzez magię skrzela aby oddychać pod wodą. Płynęła tak dalej, aż napotkała  Morami, jednego z pięciu największych potworów morskich na świecie. Przeraziła się  na jej widok. Potwór był odwrócony tyłem lecz wydawał okropne dźwięki przypominające szlochanie lub rozpacz.
-Przecież nie jestem aż tak zwinna aby przedostać się obok Morami niezauważona- pomyślała.
Podpłynęła do niej bliżej a ta w rozpaczy zaczęła mówić przerażającym głosem.
-Czego tu szukasz naiwna istoto?- zapytała.
-Chciałabym przejść dalej- odpowiedziała rozdygotanym głosem.
-Wy jesteście tacy naiwni, spójrz tam na górkę wyłożoną piaskiem- powiedziała wskazując palcem.
Dziewczyna spoglądnęła w tamtą stronę lecz zauważyła tylko usypane wzniesienie z piasku, nic nadzwyczajnego.
-Ale-ee....e przecież tam nic nie ma- popatrzyła ponownie na górkę omijając wzrokiem potwora.
-Opowiem ci coś co tu się działo przed laty- rzekła- żyję tu już ponad milion lat, codziennie zbłąkani żeglarze zagłębiają się w okolicę  cieśniny Dardanele  czyli tego właśnie miejsca. Było tu niegdyś wgłębienie tak głębokie, że nawet czarna dziura nie była z nim porównywalna, po drugiej stronie znajduję się inny wymiar z którego pochodzę ja oraz czwórka z moich sióstr. Pokłóciłyśmy się jednak o prawo do zamieszkiwania ziem więc dziś widzisz ten mały zsyp piasku, jednak zaledwie metr pod nim znajdują się kości przejeżdżających tu żeglarzy, którzy  próbowali mnie zabić. Tak właśnie zaczyna się moja historia. Pewnego razu siedziałam znudzona wypatrując okazji do zabicia kolejnego śmiałka. Zaledwie chwilę potem nadarzyła się okazja. Na pięknym statku przypłynął młodzieniec o nieziemskiej urodzie, który przez wszystkie konflikty z państwem przeżył tylko on z całej załogi liczącej sto osób. Zakochałam się prawdziwie po raz pierwszy raz w życiu, pomagałam mu, opiekowałam się nim aby powrócił do zdrowia. Wiedziałam, że jeżeli odwzajemni uczucie  i poślubi mnie to zdejmie ze mnie klątwę, na którą zostałam skazana gdy odrzucałam zaloty innych mężczyzn za młodu i to sprawi, że znowu będę nieziemsko  piękna jak za dawnych czasów. Tak jednak się nie stało. Kochał on inną kobietę, więc z zazdrości otrułam ją jadem węgorza żyjącego w tej okolicy. W ten sposób straciłam go na zawsze ponieważ popełnił samobójstwo z rozpaczy. Załamałam się. Jeśli jakiś mężczyzna płynie w tę stronę nie mogę na niego patrzeć i zabijam go bez zastanowienia.Kiedyś sprawiało mi to przyjemność lecz teraz to jedynie udręka. Jeśli mi pomożesz dobrą radą obiecuję ci, że przepuszczę cię na drugą stronę i spokojnie dopłyniesz do szkoły, jeśli jednak nie to  dołączysz do miliarda martwych mężczyzn znajdujących się w tej głębinie.
Wybieraj.

sobota, 12 października 2013

Haguer

Po zjedzeniu kolacji oraz umyciu się, położyli się do swoich łóżek, a zaraz potem zasnęli.
***
Noc minęła im przyjemnie, spokojnie bez żadnych koszmarów. Charlie wstał i spojrzał na Anastasię, która właśnie w tym momencie ziewnęła i przeciągnęła się. Otworzył szafę, zabrał kilka ubrań z jej dna i opuszczając pokój udał się do łazienki na dole. Po paru minutach ubrany i uczesany wszedł schodami z powrotem do dziewczyny. Przywitała go z uśmiechem ubrana tym razem w karmazynową bluzkę włożoną w czarne szorty.
-Chodź już, bo się spóźnimy do szkoły- ponaglił ją chłopiec, trzymając w ręku ucho walizki.
-No już, mamy jeszcze czas- popatrzyła na niego chłodno.
Anastasia wyszła pierwsza z pokoju, zbiegła schodami na dół, a Charlie niósł jej walizkę która odbijała się z łoskotem o deski podłogowe.
-No nareszcie jesteście, miałam już tam do was wchodzić- powitała ich ciocia Tessie, karcącym uśmiechem.
-Ciociu przecież widziałaś mnie jak wchodziłem do łazienki patrzyłaś na mnie- odpowiedział piętnastolatek.
-Co ty pleciesz? Przecież cały czas byłeś na górze- ciągnęła- Ah nie ważne, siadajcie i do jedzenia!
-Dobra już, a co przygotowałaś dobrego?- zapytał.
-Same rarytasy- uśmiechnęła się i wskazała dłonią na stół naprzeciw.
Przed nimi pojawił się zdumiewający widok, stół cały zastawiony był różnymi przekąskami, kanapkami, napojami.
-No nie wierzę, ile ty to robiłaś?- zapytał z szerokim uśmiechem.
-Oj bardzo długo- powiedziała nagle- Ale teraz śmigać mi z tym! Nie może nic zostać.
Podała im krzesła, a sama odeszła do salonu.
-No niezłą masz tą rodzinkę- powiedziała cicho piętnastolatka.
-Haha, no w sumie tak, masz rację- odparł, nakładając sobie na talerz kanapkę z tuńczykiem i sosem jarzynowym.
Spróbowali wszystkich potraw i napojów ale po godzinie mieli już dość. Umyli za sobą talerze a resztki wyrzucili do kosza.
-No i jak smakowało?- zapytała babcia Margo, która wyszła z łazienki okryta szlafrokiem.
-Bardzo, proszę pani- odparła grzecznie Anastasia.
-Fajna z ciebie dziewczyna- powiedziała patrząc na nią z zaciekawieniem- Dobra już czas żebyście jechali.
-No tak masz rację, zbieramy się już- przyznał jej rację młodzieniec.
Z salonu wyłonił się wuj Steve trzymający w ręku kluczyki od samochodu.
-No to jazda- rzekł spoglądając to na Charliego to na dziewczynę.
Chłopiec spakował wszystko i po pół godzinie byli gotowi. Wuj Steve wziął ich walizki i włożył do bagażnika. Pomachali na koniec rodzinie i pojechali krętymi uliczkami Paryża.
Po drodze piętnastolatek przypomniał sobie rozmowę z ciocią Tessie.
-Co ty pleciesz? Przecież cały czas byłeś na górze- zabrzmiał mu w głowie jej głos.
-To przecież niemożliwe, a pewnie jej się przywidziało, głupi jestem- pomyślał i zaczął rozmowę z Anastasią.
***
Droga minęła przyjemnie, chłodny wiaterek dmuchał z lekkością w ich uradowane twarze. W pewnym momencie stanęli przy małej chatce z drewna, która leżała gdzieś na uboczu.
-To tu- oznajmił wuj Steve- Teraz przewiozą was do szkoły.
W żołądku Charliego coś zaburczało, nie wiedział czy to ze strachu czy podniecenia. Wysiadł z auta spoglądając ukradkiem na mężczyznę w dziwnym kolorowym płaszczu, który czesał jakieś dziwne stworzenia. Podeszli do niego, a ten zaczął skrzekliwym głosem.
-Dzień dobry! Odjazd Testrangów do usług.
-Eee, dzień dobry, nazywam się Steve Naluna i mam tu ze sobą dwóch Testrangów- powiedział i odwrócił się w kierunku piętnastolatków.
-Proszę pokazać paszporty.
Wuj pokazał mu dwa świstki papieru, a ten tylko kiwnął i wskazał na stworzenie palcem.
-Zaraz polecicie do szkoły tym oto darnem mistycznym haguarem czyli połączeniem centaura z syreną. Mam nadzieję, że zdacie testy i ujdziecie żywo z tej przejażdżki.
Nastolatkowie wymienili spojrzenia, a zaraz po tym wsiedli na darny cali oblani potem.

wtorek, 24 września 2013

Nowa moc

Wyprowadził ją na górę, poplamionymi krwią schodami. Wskazał jej miejsce na łóżku, a sam wyjął z szafy łóżko do pływania na wodzie. Myśli kotłowały mu się w głowie nie wiedział jak zacząć rozmowę z Ansatasią
-Dobrze by było jakbym mógł czytać jej w myślach- pomyślał i westchnął cicho aby go nie usłyszała
Ocknął się po chwili i wziął do ust materac i zaczął w niego dmuchać. Cała krtań pulsowała mu z bólu.Ku jego zdziwieniu w pewnym momencie, poczuł pulsujący ból w okolicach skroni. Świat w pewnej chwili znieruchomiał. Poczuł mocne szarpnięcie i znajdował się teraz w pięknym ogrodzie- tym samym co kiedyś.
Patrzył teraz na samego siebie spoglądającego na Anastasię spod kępki niebieskich kwiatków.
-Och kochany!- wyszeptała drugiemu Charliemu do ucha.
-Moja kochana, już tak długo czekałem- powiedział sobowtór.
-Będziemy razem?- zapytała nagle.
- Na wieki- wyszeptał i zbliżył się do niej muskając jej usta.
Dla prawdziwego Charliego ten widok był okropny. Widział samego siebie całującego się z nastolatką.
Chciał przestać na to patrzeć, ale nie mógł. Próbował rzucić w nich kamieniem ale to nic nie dawało.
-CHCE STĄD WYJŚĆ!- wrzasnął w pewnej chwili.
Poczuł to samo co przed kilkoma sekundami. Coś szarpnęło, a on znalazł się w pokoju z całą rozdygotaną Anastasią.
-Możesz mi powiedzieć co to było?!- krzyknęła nagle, aż Charlie podskoczył.
-YYY, nie- bąknął.
-No super, po prostu super- powiedziała i zaklęła pod nosem- Grzebiesz mi w myślach?
-Eee, nie to tak samo jakoś... nie chciałem- skłamał.
Dziewczyna rozpłakała się i wyleciała przez drzwi. Piętnastolatek całkiem skołowany zbiegł za nią po schodach. Usłyszał tylko skrzyp drewna i od razu wiedział o co chodzi. Pobiegł jak najszybciej mógł, wypadł na ulicę i szybkim tempem dogonił Anastasię. Chwycił ją w okolicy bioder i zaciągnął ją do domu całą pokrytą łzami.
-Ja ty to do cholery jasnej to zrobiłeś?- zapytała.
- Chyba wiem- powiedział ale musisz mi obiecać, że nikomu nie powiesz.
-Obiecuję- odpowiedziała i ruszyła z nim do wspólnego pokoju na górze.
Zatrzaskując drzwi słyszał stłumione śmiechy rodziny Charliego.
Opowiedział dziewczynie całą prawdę, to, że jest potomkiem pierwszego Testranga i ma moce, o których sam nie wie.
-No nie gadaj!- powiedziała i uścisnęła go mocno.
-No tak, oto ja- odpowiedział i odwzajemnił chwyt.
Teraz wiedział, że ma na kim polegać i przede wszystkim
odkrył nową moc- czytania w myślach.

poniedziałek, 16 września 2013

Apteczka

Jeszcze chwilę stał patrząc to na pudła rezonansowe, to na swoją rodzinę.
-Co do jasnej anielki tu się dzieje?- zapytał, cały ubrudzony kurzem.
-Żebyśmy to wiedzieli- odrzekł mu wuj.
-Wynośmy się stąd, mama potrzebuje pomocy!- krzyknął i szybkim krokiem uciskając rękę podszedł do części gitary, które spoczywały na odległym końcu piwnicy.
Wziął pobliski młotek i grzmotnął z całej siły w drewniany korpus. Drzazga wbiła mu się do palca gdy wyjmował apteczkę. Nie przejmował się tym bo w owej chwili liczyła się tylko mama.
Nie spoglądając na ciało potwora przebiegł po schodach do salonu. Runął przy łóżku na którym leżała Eleanor i otworzył apteczkę. W środku była napisana instrukcja obsługi dla początkujących. Przeczytał.

1. Weź z opakowania gazę antykurmologiczną.

Nie bardzo wiedział co to znaczy, ale jak postąpił zgodnie z zasadami. Wyciągnął średniej wielkości ścierkę z napisem: "GAZA ANTYKURMOLOGICZNA". Po tym przystąpił do następnego punktu.

2. Otrzyj nią twarz  poszkodowanej osoby, a następnie wyciągnij z apteczki spray do oczyszczania wszelkich skaz pod nazwą: Spray kuniglej.

Zrobił co mu kazano. Następnie przystąpił do przedostatniego punktu.

3. Połóż rękę na policzku poszkodowanego, gdy wyczujesz drganie ściskaj jej ucho rundami po pięć razy. Jeżeli ofierze nie drgają policzki zastukaj w jej czoło specjalnym młotkiem medycznym: Stukubam.

Charlie sprawdził jedno i drugie. Po dokładnej analizie uznał, że jej policzki nie drgają więc wyciągnął z apteczki młotek i zastukał pięć razy. Po pięciu minutach jego ręka odmawiała posłuszeństwa, aż nagle usłyszał świst opon na podwórku. Ktoś zapukał. Charlie otworzył funkcjonariuszom szpitala medycznego, którzy zabrali jego mamę na noszach do zielonego powozu. Jeden z funkcjonariuszy spisał protokół i wyruszył do powozu.
Charlie prawie zapomniał, że szkoła zacznie się pojutrze i , że dziś miał się spotkać z Anastasią oraz, że dopiero co nie zginął. Lecz w jego umyśle najważniejsza była dla niego mama.

Wrócił po kilku minutach rozmyślania do salonu aby porozmawiać z rodziną.
-No i jak się czujesz? - zapytała ciocia Tessie.
-A jak mam się czuć?-zapytał- dopiero co moja mamę skrzywdził jakiś popapraniec, potem chciał zabić mnie, a jeszcze potem jakiś potwór czaił się w piwnicy, nie ma co muszę mieć ekstra samopoczucie.
Wszyscy milczeli wpatrując się w Charliego. Ciocia Tessie wydała zduszony okrzyk, gdy wuj Steve wyciągał zwłoki potwora i mężczyzny. Babcia Margo zasłoniła oczy.
-Chcę się stąd wynieść, już nie dam rady tu mieszkać, chce być już w tej szkole- zaczął podenerwowany piętnastolatek.
-Już za dwa dni- rzekła ciocia.
-Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze z mamą- odrzekł Charlie.
Rozmowę przerwało głośne pukanie do drzwi.
-Kto to może być?- zapytał Charlie.
-Idź zobacz- powiedział wuj Steve, który wrócił z ogrodu, prawdopodobnie paląc ciała.
Chłopiec wstał i ruszył w kierunku drzwi. Zobaczył tam Anastasię ubraną w piękną turkusową sukienkę. Spoglądała na niego uśmiechając się.
-Hej- zaczęła.
-Hej co ty tu robisz?- zapytał spoglądając z ukosa na wielki bagaż, który chowała za sobą.
-Wiem, że się umówiliśmy w ogrodzie, ale się nie pojawiłeś, więc postanowiłam, że jednak zanocuje u ciebie.
-Że co?- zapytał zdziwiony- ale jak to zanocujesz?
-Ty nic nie wiesz?- zapytała oburzona, a w tym momencie mina jej zrzedła.
-No jak widać nie- odrzekł lekko zmieszany i odwrócił się w stronę rodziny pytająco, oni wcale nie wyglądali na zaniepokojonych, wręcz przeciwnie cieszyli się jak małe dzieci.
-Jak jakiś Testrang spotka Testranga to musi u niego zanocować, to taki jakby znak przyjaźni. Dlatego chciałam żebyś przyszedł i zanocował u mnie- wyjaśniła.
-No dobrze...
-Zaproś ją do środka- krzyknęli z salonu
Zrobił jak powiedzieli zaprosił Anastasię do środka, wskazał jej swój pokój i łóżko, a on sam powiedział, że będzie spał na podłodze.

piątek, 13 września 2013

Potwór

Charlie stał jak wryty, nie wierząc w to co zobaczył. Upiór przypominał wilka, jednakże w miejscu, gdzie  powinny być łapy, wyrastały olbrzymie macki przypominające pytony. Monstrum spoglądało na niego swoimi wyłupiastymi, przekrwionymi oczami z żądzą mordu. Próbował cofnąć się głębiej w piwnice. Upiór zrobił to samo. Wyciągnął szpony w jego stronę, ale chłopiec był szybszy. W ostatnim momencie usunął się ze ze śliskiej ściany. Cały rozdygotany wstał powoli, czując ból w prawej dłoni. Zrozumiał, że nie ma już szans.


Ciocia Tessie, wuj Steve i babcia Margo właśnie wracali z komisariatu, nieopodal domu Eleanor, kiedy w pewnej chwili usłyszeli krzyk.
-Co to?- zapytała ciocia Tessie, spoglądając z przerażeniem na twarzy, na dom.
-Nie mam pojęcia, ale musimy to sprawdzić!- wrzasnęła babcia Margo.
Ruszyli szybkim krokiem w stronę budynku. Wuj Steve otworzył drzwi i popędził do salonu. Zobaczył tam mamę Charliego, leżącą na podłodze. Miała otwarte oczy, które szukały czegoś po pokoju, nieprzytomnym wzrokiem. Podniosła rękę i wskazała na drzwi piwnicy. Babcia Margo została przy kobiecie, a reszta rodziny ruszyła do suteryny. Zaświecili światło i już będąc na pierwszym stopniu zobaczyli co tam się dzieję. Piętnastolatek stał przy ścianie a przed nim stwór, który odwrócił się w ich stronę świdrując ich swoim spojrzeniem.
-Matko Boska!- wyrwało się Cioci Tessie, która wyjmowała właśnie instynktownie różdżkę.
Wuj Steve zrobił to samo.

***
Młodzieniec przyklejony do ściany patrzył to na potwora to na swoją rodzinę. Piwnica przemieniła się w pokój świateł i macek. Z różdżek wylatywały różowe i niebieskie płomienie. Potwór próbował się bronić lecz nieudolnie. Po kilkunastu minutach, wilko-wąż padł na ziemię.
-Dziękuję- rzekł Charlie spoglądając w stronę pudeł rezonansowych. 

poniedziałek, 9 września 2013

Coś

Poderwał się do drzwi, które stały naprzeciwko. Próbował otworzyć lecz ktoś zakneblował je z drugiej strony. Zrozpaczony szukał wzrokiem po piwnicy jakiegoś narzędzia, którym mógłby wyważyć wejście do salonu. Jego mama cierpiała z powodu utraty krwi, musiał się pospieszyć aby przeżyła po raz drugi. Kobieta była cała naga więc z trudem Charlie znalazł jej odzienie. Po chwili podciągnął mamę  na schody, a następnie rozmyślał gorączkowo nad tym aby drzwi wypadły z zawiasów z donośnym hukiem. Stało się tak jak chciał.

Wyszli zostawiając niedoszłego zabójce na stopniach schodów.  Eleanor, żyła lecz była nieprzytomna. Zostawił ją na łóżku i pobiegł szybko w stronę telefonu. Wybrał numer MOZO ( magicznego ośrodka zdrowia opiekuńczego)  i zadzwonił.
-Dzień Dobry w czym mogę służyć?- zapytał jakiś słodki głosik.
-Dzień Dobry. Mam na imię Charlie Rongie. Mieszkam na ulicy Oberkampfa. Moja mama jest w bardzo ciężkim stanie. Ktoś próbował ją zamordować. Znalazłem ją w piwnicy- powiedział jak najszybciej mógł.
-Dobrze, zaraz powiadomię policję i karetkę-odrzekła- A czy mama jest nieprzytomna?- zapytała cicho.
-Tak, proszę pani, niestety- odpowiedział trzęsąc się ze strachu.
-Mam dla ciebie informację, tylko wysłuchaj mnie uważnie, nie mamy czasu do stracenia tu liczą się sekundy-powiedziała najwyraźniej bardzo przestraszona-W każdym domu czarodziejskim powinna być apteczka Saltem czyli zdrowia.
-Tak? a gdzie ją mogę znaleźć- zapytał.
-Niestety musisz jeszcze raz zejść do piwnicy, ponieważ jest załączona w jednym z pudeł rezonansowych, a pewnie się dziwiłeś dlaczego tyle ich tam jest skoro nikt u ciebie nigdy nie grał na gitarze- rzekła pośpiesznie.
-Dobrze, zaraz tam zejdę, niech już pani zadzwoni do służb.
W tej chwili się rozłączył.
Zszedł schodami na dół, ze wstrętem wyjmując z wewnętrznej kieszeni nóż oprawcy. Już był na ostatnim stopniu widząc kawał gitary aż nagle coś zamknęło drzwi.
To nie był człowiek.

sobota, 7 września 2013

Serce

To był koniec, pomyślał młodzieniec. Nie spodziewał się, że w tak wczesnym roku życia będzie musiał zginąć i to z rąk mężczyzny, który zabił jego matkę. Mogłem go zabić, gdy mnie śledził, pomyślał. Gniew krążył w jego żyłach, nienawiść była jak trucizna, która zatruwała jego umysł.
-Zabiłeś moją matkę!!!- wycedził Charlie.
-O, sprawiła mi dużo przyjemności- powiedział oprawca z groźną miną.
-Co jeszcze jej zrobiłeś!? - wrzasnął- zaraz Cię zabiję!
-Spokojnie chłopczyku, bo jeszcze sobie zrobisz krzywdę- rzekł mężczyzna z politowaniem w głosie.
-Myślisz, że jestem taki słaby i nie zrobię ci krzywdy?- zapytał trzęsąc się ze strachu.
-Owszem- powiedział, mogłeś nie przychodzić tak wcześnie jeszcze bym miał pożytku z twojej mamusi.
-Zamknij się!-zaryczał- Czego tu chcesz!?
-Przyszedłem się pobawić, akurat uciekłem z celi, gdzie twój wujaszek mnie zaprowadził, jego też chciałem wykończyć ale pomyślałem, że to będzie strata czasu i wystarczy mi tylko ona- odrzekł i skierował palec w stronę Eleanor.
Charlie pomyślał, że nigdy nie odczuwał takiego strachu połączonego z odrazą, nienawiścią i gniewem.
-Załatwię Cie!!-krzyknął jak najgłośniej mógł.
-Ciekawe czym jak nawet różdżki nie masz, gówniarzu- powiedział morderca szyderczym głosem.
-Tak myślisz?-zapytał
-No pokaż na co Cię stać- rzekł i podszedł do niego wyjmując zza pazuchy różdżkę. Już miał wypowiedzieć zaklęcie, ale coś mu przerwało. Z rąk chłopca wystrzelił snop, ogromnego fioletowego ognia, który ugodził ciemiężyciela prosto w serce. Zaraz po tym padł całym ciałem, na stopnie schodów. Charlie kopnął go raz i dwa w okolice skroni, a potem szybkim tempem podbiegł do swojej mamy. Położył dwa palce wskazujące na tętnicy. Nie wyczuł pulsu.
-Mamo, błagam cię żyj!!- zapłakał głośno.
Pomyślał głęboko, że chciałby aby jego matka żyła. Nic nie pomogło.
-Nie mam, aż takiej mocy aby ożywiać ludzi- pomyślał z rozpaczą chłopiec-Naszyjnik!
Wyjął zza koszulki medalion w kształcie mózgu i przyłożył go kobiecie do serca. Odczekał kilkanaście minut modląc się aby żyła. Poskutkowało. Jej serce biło.

piątek, 6 września 2013

Piwnica

Wyprowadził ją z salonu w kierunku piwnicy. Jak najciszej mógł, stąpał po drewnianych deskach podłogowych, które skrzypiały niemiłosiernie. Rolety w oknach były zasłonięte, więc postanowił, że poszuka drzwi do piwnicy, bez użycia magii. Wymacał pierwsze drzwi od lewej. Otworzył, próbując to robić jak najciszej. Wszedł i zobaczył pomieszczenie, w którym ostatnio przebywał, mianowicie spiżarnie. Uchylił ponownie drzwi, aby wejść do salonu. Wymacał drzwi na prawo, które rozpostarły się z cichym jazgotem. Prześladowca wsunął się do środka i już wiedział, gdzie się znalazł. Zszedł schodami na dół czując po drodze odór stęchlizny. Nie przejmował się tym, ponieważ miał do zrealizowania zadanie. Na dole były: stare, purpurowe pudła rezonansowe od gitary, komody, skrzynie, krzesła i stoły. Najwidoczniej nikt nie schodził tam przez wiele lat, dlatego panował tam taki chaos. Położył pokrzywdzoną na pobliskim krześle. Obwiązał jej ręce taśmą do podpórek siedzenia. Na końcu powiedział.
-Nie bój się, nie będzie boleć. Zrobię to szybko.


Eleanor przestała marzyć. Teraz powróciła jej świadomość. Poczuła ból, który nastał przy odklejaniu taśmy z ust. Krew tryskała jej z warg, ale kierowana instynktem zacisnęła je mocno wiedząc co się stanie. Miała rację poczuła, jak ktoś wpycha jej język prosto do gardła. Usta miał spierzchnięte, a język obślizgły. Próbowała się oderwać od napastnika, lecz nieudolnie. Jakby na przekór przyciskał swoje ciało do jej ciała. W pewnym momencie spadła z krzesła, skręcając sobie nadgarstek. Przeciwnik rzucił się na nią niczym gepard, polujący w bezchmurną noc na antylopę. Rozerwał jej koszulę, aż guzik oderwał się od niej z taką siła, że oberwał w palec u ręki. Nie przeszkadzało mu to jednak, dalej dobierał się do swojej zdobyczy. Wcisnął jej dłoń pod jej czarną bokserkę i rozerwał biustonosz. Dotykał z rozkoszą i podnieceniem jej piersi, a następnie zszedł niżej, rozrywając jej spodnie.


Poczuła, że ktoś rwie jej bawełniane majtki. Krzyczała.
-Błagam,proszę,nie!
Oprawca nie miał zamiaru jej słuchać dlatego wyciągnął z kieszeni spodni scyzoryk i zadał jej ból w okolicach kącików warg. Teraz nie mogła nic powiedzieć, a nawet pisnąć bądź zajęczeć. Patrzyła tylko jak ciemiężyciel zadaje ostateczny cios.


Charlie zaświecił światło do piwnicy,które znajdywało się za drzwiami. Zdziwił się czemu rolety są nadal zasunięte. Zszedł na dół wąskimi schodami czując nie tylko zapach stęchlizny ale również krwi. Postawił nogę na ostatnim stopniu, aż zobaczył swoją matkę leżącą pod stertą brudnych ubrań całych we krwi. Z jego ust wydarł się zduszony okrzyk, usłyszał z tyłu głośne chrząknięcie po czym  odwrócił się i zobaczył tego samego człowieka co w parku, tyle, że ten teraz uśmiechał się do niego szyderczo trzymając w dłoni nóż.

Dziękuję !

15 za nami! Dziękuję wszystkim za czytanie mojego opowiadania! :D
Mam nadzieję, że podobają wam się moje (użyje tu słowa koleżanki) wypociny.
To oczywiście nie koniec.Będzie o wiele więcej rozdziałów.
Pozdrawiam, Karina :D

Koniec

Mężczyzna w czarnym płaszczu, trzymał ją na swoich barkach  za nogi i ręce. Wyprowadził ją przez drzwi z garażu do spiżarni. Pomieszczenie przypominało schowek na miotły. Przy lewej ścianie stał mop, miotła zbożowa i gumowa. Natomiast naprzeciwko nich zawieszono na ścianie kilka półek wykonanych z drewna egzotycznego. Napastnik rozglądnął się i zobaczył spoczywającą na ostatniej desce, taśmę celuloidową. Oderwał spory kawałek i zakleił usta ofierze. Po tym zrobił kilka kroków i otworzył drzwi, jak najciszej mógł. Teraz znajdował się w prostokątnym pomieszczeniu- salonie. Podszedł z ciężarem na  kręgosłupie do stolika gdzie spoczywała gazeta. Podniósł ją i zobaczył świstek papieru na którym napisano: Charlie wrócę niebawem, nie martw się o mnie jeśli się obudziłeś"
Wyjął z zewnętrznej strony płaszcza zapalniczkę z napisem: "I want to hell "
Chwilę potem kartka zajęła się ogniem. Wyrzucił popiół do tej samej kieszeni, gdzie znajdywała się zapalniczka. Popatrzył na mamę Testrunga raz jeszcze.
-Przepraszam-szepnął jej do ucha.

Eleanor straciła świadomość nie wiedziała co się z nią dzieje. Teraz wędrowała polem pełnym zbóż i kwiatów. W słońcu leniwie muczały krowy, zajadając się trawą. Wiedziała gdzie jest. Dzień przed wiadomością, że Charlie zostanie Testrungem, pojechali do swojej cioci Konnie, która miała własne pole i bydło.
Wylegiwali się w słońcu, aż nagle Charlie zapytał.
-Mamo, co się stanie jak nie dostane listu z przyjęciem do szkoły.
-Nie martw się kochanie, wszystko będzie dobrze. Jestem pewna, że będziesz dobrym czarodziejem.W końcu twój tata był ważną szychą u strażników prawa-odpowiedziała, spokojnym głosem.
-Mam nadzieję-rzekł Charlie, wyrywając źdźbło trawy.
-Nie zamartwiaj się, wszytko będzie dobrze-powiedziała przytulając go.
-Oby, lepiej pomówmy o tobie, mamo- powiedział, uśmiechając się lekko.
-A co chciałbyś wiedzieć?- zapytała rozbawiona.
-Wszystko. Na przykład do jakiej szkoły cię przyjęli?
-Och... to była szkoła w Colorado. Nazywała się " In the future" - odpowiedziała
-I jakim byłaś uczniem?-zapytał z ciekawością chłopiec.

-Piątkowym-odpowiedziała jego mama z dumą.
-Och..-jęknął-mam nadzieję, że odziedziczyłem umiejętności po tobie.
-Nie wątpię- powiedziała-Już czas Charlie, chodź musimy pomóc cioci w przygotowaniu korniszonów.
-No dobrze, ale czy to konieczne?- zapytał z niezadowoloną miną.
-Tak, Konnie liczy na nas, no już wstawaj! - ponagliła go.

Przypomniała sobie tą historię, a w jej sercu pojawiła się błogość. Nigdy nie była tak szczęśliwa. Nawet teraz, gdy miał to być jej koniec.

czwartek, 5 września 2013

Wszystko miało być dobrze

Nadszedł ranek. Charlie przebudził się, wstał z łóżka i poczłapał do szafy stojącej naprzeciwko. Wyjął z niej szlafrok oraz kapcie. Zszedł później po schodach, wołając.
-Maamooo!
Poczekał chwilę i znowu krzyknął głośniej.
-Mamooo! Gdzie jesteś?
Nikt nie odpowiadał. Zrezygnowany poszedł do lodówki, nalał sobie do miski mleko i dosypał płatków kukurydzianych "Magic Eyes'', które smakowały jak guma do żucia. Rozsiadł się przed stołem w salonie, aż po chwili uświadomił sobie, że dziś ma spotkać się z Anastasią. Spojrzał na zegar w przedpokoju, a potem znowu zawołał.
-Mamo, popatrz, która jest godzina!!
Nikt się nie odezwał. Zdenerwowany, wstał odkładając miskę z płatkami i ruszył w kierunku piwnicy. Nie wiedział dlaczego tam schodzi, ale miał pewne przeczucie, że odnajdzie tam mamę.



Dwie godziny wcześniej Eleanor wyszła z domu, aby zakupić Charliemu przybory potrzebne do szkoły. Nie chciała go budzić, więc stwierdziła, że najrozsądniej było zostawić mu karteczkę pod jej ulubionym magazynem z napisem:"Charlie wrócę niebawem, nie martw się o mnie jeśli się obudziłeś".Pojechała samochodem na ulicę gdzie znajdował się sklep: "Zonk, Zonk wszystko dla Testrangów"
Po godzinie spędzonej na ulicy Purple Strange  była  cała obładowana  książkami oraz innymi potrzebnymi rzeczami do nauki w szkole. Wracała właśnie samochodem do domu, nucąc słynną piosenkę " Magic change my life" Emily Burten.
Zaparkowała samochód w garażu, niszcząc przy tym kilka klomb z kwiatami. Otwarła drzwi, aby wyjść z auta, ale w ułamku sekundy poczuła przeszywający ból w okolicach rdzenia kręgowego. Padła na ziemię, nos miała cały zakrwawiony, czuła jakby jej oczy miały zaraz wylecieć z orbit. Przez mgłę zauważyła postać w ciemnym płaszczu. Tą samą, którą spotkała w parku Monceau. Mężczyzna  wziął ją na plecy i powędrował w stronę piwnicy...

wtorek, 3 września 2013

Prawda

Wyszedł po schodach do swojego pokoju.
-No, fantastycznie teraz będę musiał nosić kobiecy naszyjnik-pomyślał i włożył go pod bawełnianą koszule.
Poczuł powiew zimnego,porywistego wiatru, zanim zdążył mrugnąć przed nim pojawiła się kobieta, ta sama, która opowiadała mu o jego nowej szkole. Charliemu nie wydawała się jednak prawdziwa. Spróbował podać jej rękę, ale ta przeniknęła przez nią jakby owa postać była hologramem.
-Witaj, chłopcze.- zaczęła-przybyłam tu po to aby uświadomić Ci, że jesteś dla nas bardzo ważny i zrobimy wszystko co w naszej mocy abyś wstąpił do naszej szkoły.-powiedziała, cała rozpromieniona.
-Dlaczego jestem, aż tak ważny?- rzekł piętnastolatek, krocząc po pokoju.
-Jeszcze się pytasz?- zdziwiła się kobieta.- przecież ty jesteś pierwszym z rodu Testrangów!
-Co? Kim jestem?- zapytał, widocznie zaskoczony.
-Nikt Ci nie powiedział?- zapytała.
-A kto niby miałby to zrobić?
-Chociażby twoja matka- powiedziała oburzona.
-To sobie z nią porozmawiam.-oświadczył nastolatek
-Dobrze.Mam nadzieję,że dowiesz się prawdy.Uważaj na siebie.-powiedziała i od razu znikła z pokoju pozostawiając za sobą tylko smugę dymu.

-No to teraz muszę sobie z nimi porozmawiać-powiedział Charlie i zszedł na dół.
-Usłyszał zaniepokojone głosy, a gdy po chwili stawił się na dole wszyscy jakby pod wpływem czaru, zanosili się śmiechem na jego widok.
-Och, kochanie jak dobrze, że jesteś!-powiedziała Eleanor-chcesz już kolację?
-Nie! masz mi zaraz powiedzieć co jest grane!-wykrzyknął.
-Kochanie to nie pora na takie rzeczy!-cała zdenerwowana, wstała i podeszła do niego przytulając go.
-Zostaw mnie! Chcę znać prawdę mam prawo! już wszystko wiem, ta kobieta ze szkoły mi powiedziała!-znowu krzyknął w niebo głosy.
-Dobrze,usiądź skoro tak.-powiedziała
Opowiedziała mu całą historię łącznie z mędrcem,kannami oraz legendzie.
-Czyli ścigają mnie tak zwani Kannowie, którzy pragną mojej śmierci?- zapytał z nutą przerażenia.
-Niestety-powiedziała mama  Charliego.
-No to nie dam im się złapać!Będę was chronił!

niedziela, 1 września 2013

Prezent bardzo oczekiwany

-Co,o co im chodzi?-pomyślał Charlie-co się zaczęło?
Krzątał się po swoim pokoju ,a myśli zatruwały mu umysł. Były jak pijawki,których nie dało się pozbyć.


-To Kannowie?-zapytała na dole babcia Margo,wypijając kieliszek whiskey.
-Niestety,obawiam się ,że tak.Nie pij już tyle bo stracisz świadomość-doradziła jej Eleanor.
-Przepraszam,ale to z nerwów.Boję się o niego,jak pewnie każdy z nas.
-Owszem.Nie może teraz nigdzie wychodzić,jutro rano pójdziemy po rzeczy potrzebne do szkoły,ale co z pierścionkiem?-zapytała mama chłopca-jakby nie patrzyć to jego własność.
-Masz rację,myślę,że nie powinien nosić go na palcu...-rzekła ciocia Tessie
-Zamieniam się w słuch-odrzekła Eleanor patrząc w stronę ciotki z nieukrywaną ciekawością
-Przeróbmy go na naszyjnik,będzie mógł go nosić cały czas i nikt go nie zobaczy-powiedziała uradowana.
-Świetny pomysł!-odpowiedziała Eleanor i wybiegła do kuchni po kombinerki.


Tymczasem Charlie rozmyślał jak się dostać do Anastasi.
-A może po prostu ucieknę przez okno?


Eleanor wyciągnęła pierścionek z kieszeni i po kilku minutach wyglądał jak naszyjnik.
-Nie mogłaś użyć do tego magii?-zapytała babcia Margo rozeźlonym głosem.
-Nie,bo nie wiadomo jak działa i mogłabym go uszkodzić-odpowiedziała jej spokojnie mama piętnastolatka.
-Ah,no tak przepraszam-dodała jej mama cała pokryta rumieńcem.
-Zawołam Charliego-powiedziała-Charlie chodź tu szybko!
Usłyszeli dźwięk skrzypnięcia drzwi z góry,a potem po schodach zszedł nastolatek.
-O,umieram z głodu,jest już kolacja?-zapytał.
-Nie kochanie, jeszcze nie,ale mam coś dla ciebie-uśmiechnęła się do niego i dała mu go jego dawny pierścień ,który teraz był naszyjnikiem-i co?-zapytała
-fuuu,ale ja chce pierścień,a nie babski naszyjnik-powiedział-ale i tak go wezmę bo jest mój.
-noś go zawsze!-dodała szybko Eleanor-a teraz idź do pokoju zaraz będzie kolacja.

sobota, 31 sierpnia 2013

Powrót do domu

Mama Charliego, wuj Steve i ciocia Tessie oraz nastolatek przeszli przez furtkę, oddzielającą ponurą ulicę pełną szumu i jazgotu aut, od spokojnego ogrodu pełnego, pięknych kwiatów i drzew .Charlie pomyślał
-A może ta bramka jest zaczarowana?To bardzo możliwe.
Nie mógł się skupić przez całą drogę do domu. Cały czas myślał o dziewczynie. Co chwilę jednak słyszał jakby w oddali.
-Charlie! Jak ty mogłeś, coś takiego mi zrobić! Ty wiesz jak ja się bałam?!
Nie dbał o to. Liczyło się dla niego,tylko to aby mógł się spotkać ponownie w ogrodzie z Anastasią. Dopiero, zaledwie kilka minut później ,z transu wyrwało go szarpnięcie Babci Margo, która wstała z ławki aby go uścisnąć, lecz zaraz po tym usłyszał.
-Co ty sobie myślałeś,młodzieńcze!Jak śmiałeś nas nie poinformować o tym,że udałeś się na przechadzkę po mieście.
-Ale babciu, zrozum miałem wyłączony telefon-powiedział chłopiec melancholijnym głosem.
-Coś się stało? Wyglądasz jakbyś był w jakimś szoku.-rzekła,a potem podeszła do Charliego i przycisnęła mu swoją dłoń do jego czoła aby sprawdzić czy nie ma gorączki.
-Zostaw mnie!-krzyknął Charlie, odsuwając dłoń babci.
-Jak ty się zachowujesz w stosunku do mojej mamy, bezczelny....-nie dokończyła, ponieważ uciszyła ją mama Charliego.
-Co?o co ci chodzi?-zapytała ciocia Tessie widocznie zaintrygowana.
Znajdowali się teraz zaledwie parę metrów od domu. Wszyscy spoglądali w stronę ogrodu przed nim. Teraz chłopiec zauważył. Ogromny mężczyzna wpatrywał się w nich z wyciągniętą różdżką. Zmierzał w ich kierunku,już miał wypowiedzieć zaklęcie, ale Eleanor była szybsza, wyciągnęła różdżkę i nie wypowiedziawszy zaklęcia  z jej końca wystrzeliło coś co przypominało małe tornado. Mężczyzna uniósł się na kilka kilometrów nad nimi, a następnie rąbnął całym swoim ciałem w na trawnik.Wuj Steve podszedł do niego z wyciągniętą różdżką.Przytrzymał go aby nie uciekł i zadał mu pytanie.
-Czego tu chcesz?!
Lecz ten nie odpowiedział. Pytam się po raz ostatni jeśli mi nie odpowiesz przysięgam oddam cię w ręce Stróży magii ( byli to czarodziejscy policjanci).
-Dobrze już dobrze, powiem-odpowiedział i skierował twarz prosto na Charliego-miałem tego tu zabić z polecenia.-dodał z miną dziecka,które miało się zaraz rozpłakać.
-Kto cię nasłał?-zapytał wuj Steve , rzucając zaklęcie przywiązania.
-Nie powiem.-odpowiedział mężczyzna, cały oplątany w liny.
-Porozmawiamy na policji!-rzekł i uniósł ów człowieka.-A wy idźcie i nie wychodzie nigdzie dopóki nie przyjdę.
Otworzyli drzwi do domu.Eleanor kazała piętnastolatkowi udać się na górę i siedzieć tam aż do kolacji.Wychodząc po schodach, chłopiec usłyszał tylko głos babci
-Zaczęło się, teraz nie powinien w ogóle wychodzić do czasu znalezienia się w szkole Testrangu.

czwartek, 29 sierpnia 2013

Zapraszam :D

Serdecznie zapraszam do subskrybowania,komentowania ,czytania bloga mojej znajomej
http://dryadales.blogspot.com/
Pozdrawiam i zapraszam do czytania. :)

Wianek

Doszli do parku i stanęli obok ławki ,gdzie około pół godziny temu siedział Charlie.Postanowili,że przeszukają park w nadziei,że znajdą tam chłopca.Wuj Steve poszedł w kierunku posągu Chopina,ciocia Tessie w stronę głównego wejścia,a mama piętnastolatka miała obejść wszystkie ławki.


W tym czasie Charlie stał jak kołek przed osobą płci przeciwnej.Zapytał.
-Ale jak to czekałaś,to znaczy,że mnie śledziłaś?
-Oczywiście,że nie,los chciał abyś się tu znałaś-odpowiedziała już mniej aksamitnym tonem.
-Ehh. Dalej nie rozumiem-powiedział w lekkim szoku patrząc prosto w jej oczy.
-Znam twoją tajemnicę-rzekła dziewczyna.
-Emmm. To znaczy?- zapytał,rumieniąc się .
-Jesteś Testrungem,tak?
-Skąd wiesz?-zapytał z nie do wierzeniem.
-Też nim jestem-odpowiedziała.
Coś zerwało się z ziemi i poleciało w jego kierunku.To była róża, szkarłatna,która świadczyła w świecie czarodziejów o niebezpieczeństwie.


Wuj Steve już przeszukał teren posągu Chopina, lecz nie było śladu po chłopcu.Ciocia Tessie również nie zauważyła nic co mogło by mieć związek z Charliem. Jedynie mama chłopca zobaczyła coś niepokojącego. Mężczyzna w czarnym długim płaszczu przyglądał im się złowieszczo. Eleanor podeszła do niego i zapytała
-Emm.Witam,przepraszam pana bardzo czy nie widział pan chłopca w rurkach w kolorze zielonym, czarnych tenisówkach oraz czarnej koszulce z nadrukiem?
-Guahehekaka-odpowiedział,sprawiał wrażenie jakby się krztusił.
Po chwili jego źrenice zmniejszyły się do wielkości główki od szpilki, a następnie powróciły do normalnej postaci, czyli średniej wielkości, ponieważ nasłonecznienie nie było duże.
Zapytała go ponownie o to samo, a ten cały zdyszany wskazał tylko ręką w kierunku gdzie przebywał Charlie.


-Mogłabyś mi chociaż powiedzieć jak się nazywasz?-zapytał,a jego kąciki ust lekko drgnęły.
-Mam na imię Anastasia, a ty?-zapytała chwilę potem o to samo dziewczyna.
-Charlie-odrzekł.
-Ładne imię-powiedziała rozmarzonym  tonem.
-Dziękuję,mam pytanie czy ty też idziesz do tej szkoły w Nowej Zelandii?
-Och tak,dziś rano dostałam zawiadomienie, że zostałam przyjęta-powiedziała,ku zdziwieniu chłopca przyciszonym głosem jakby czegoś się bała.
-To fajnie, ja też-powiedział.
-Jak masz na nazwisko?-zapytała Anastasia,podnosząc z ziemi stokrotki i robić z nich wianek.
-Rongie,a ty?
-Kamir-odpowiedziała-o widzę, że masz gości.
Własnie w tej chwili, przez furtkę w bramie przeszła jego rodzina, nieźle rozwścieczona
-Zobaczmy się tu jutro o szesnastej-szepnął jej do ucha.
-Dobrze-powiedziała również przyciszonym głosem, włożyła mu wianek do rąk i pobiegła w stronę drzewa.
Teraz marzył tylko o tym, żeby jego mama pozwoliła mu się popołudniu spotkać z Anastasią po tym co zrobił. Wiedział, że zna ją od kilku minut ale już teraz wiele dla niego znaczyła.

środa, 28 sierpnia 2013

Ogród

Rodzina chłopca, cała już zdyszana biegła w stronę domu Seamusa.
-Szybciej,ruszcie się!- zawrzeszczała Eleanor
-Nie dam rady-powiedziała ochrypłym głosem babcia Margo- zostawcie mnie tu i pędźcie do Charliego
-Poradzisz sobie?-zapytał wuj Steve
-Oczywiście,że tak-odpowiedziała- no szybciej ,bo jeszcze coś mu się stanie!
Posłuchali i pobiegli jeszcze szybciej.


W tym czasie nastolatek nie wiedząc gdzie zmierza  przyspieszył jeszcze bardziej.Skręcił w pobliską alejkę.
-O nie! To koniec-pomyślał zrozpaczony-tu jest brama.
Obejrzał się i zobaczył postać zmierzającą w jego kierunku.Tym razem nie biegła,przeciwnie poruszała się jakby w spowolnionym tępię.Coś błysło się w jej płaszczu. Był już pewny.To był nóż.


Dotarli już do domu Seamusa. Ciocia Tessie zapukała kilkakrotnie w drzwi lecz nikt nie odpowiedział.
-Cholera! I co my teraz zrobimy?-zapytała najwidoczniej bardzo mocno zdenerwowana
-Spokojnie, ja to zrobię -powiedział Steve
Rąbnął w drzwi pięścią aż klamka wypadła. Dopiero teraz otworzyła im wiotka kobieta w pięknej kremowej sukni przepasanej złotym paskiem. Miała falowane, blond włosy oraz krwisto czerwone usta.Wyglądała jak wampir, który przed chwilą zaspokoił pragnienie.
-W czym mogę pomóc?-zapytała delikatnym lekko seksownym głosem.
-Emmm my no tego...-odpowiedział wuj Steve, który wyglądał jakby zobaczył stos złota.
-Mam pytanie,czy był u państwa mój syn Charlie?-zayptała Eleanor.
-Przed godziną stąd wyszedł-powiedziała-podobno obraził mojego syna.
-Charlie? Nie, w życiu on jest zawsze miły dla wszystkich i nigdy by nikogo nie obraził-wie pani, gdzie mógł się podziać?-zapytała.
-No nie wiem, mógł być zazdrosny o mojego syna, który był wychowany w szlacheckiej rodzinie, a nie to co wasza-powiedziała ważnym tonem-wieśniaki....-dodała półgłosem
 -Wypraszam sobie!-powiedział Steve, zmieniając już zdanie na temat mamy Seamusa
-Nie przyszłam tu po to aby się kłócić!-krzyknęła ciocia Tessie
-To najlepiej aby pani sobie stąd poszła-odpowiedziała-a co do pytania, to widziałam jak szedł do parku-rzekła i zatrzasnęła im drzwi przed nosem
-Co za baba!-warknęła Eleanor-ale przynajmniej wiemy, gdzie się udał.
-No to ruszajmy!-krzyknęli jednocześnie  wuj Steve i ciocia Tessie


Tym czasem Charlie był w potrzasku.Nie wiedział co zrobić, czy umknąć owej postaci ,czy wymyślić co innego.Po chwili namysłu zdecydował uciec przez bramę. Położył stopę na klamce od furtki, przełożył swoje ciało i był już po drugiej stronie.Pobiegł dalej cały czas oglądając się za siebie.Zobaczył,że to nie była żadna zjawa tylko mężczyzna.Otworzył za pomocą noża furtkę i biegł w stronę Charliego.
Przerażony piętnastolatek myśląc,że mu to pomoże pomyślał , aby ten ktoś został zahipnotyzowany jak ten gnom w jego śnie i żeby sobie poszedł.
Stało się. To właśnie czego w owej chwili najbardziej pragnął. Mężczyzna odwrócił się od niego,przeszedł przez furtkę i ruszył w stronę parku jakby został zahipnotyzowany.
Charlie został sam,teraz zauważył gdzie się znalazł był to wielki ogród pełen hortensji,lilii i przede wszystkim róż wszelakich kolorów. Pomyślał,że powinien już wracać do domu lecz to było od niego silniejsze. Przechadzał się wzdłuż grządek z kwiatami,a następnie doszedł do końca ogrodu i zobaczył tam dziewczynę w falowanym brązowych włosach,pięknych długich nogach,zielonych dużych oczach. Przyglądał jej się minutę jak i ona jemu
-A więc znalazłeś moje miejsce-powiedziała pięknym aksamitnym głosem-Czekałam na Ciebie

Zjawa

Ruszyli najpierw w kierunku domu jego kolegi Jacka. Szli tak uliczkami Paryża przy zachodzie słońca,lekki wiaterek otulał im twarze,cieszyli by się tym ,gdyby był z nimi Charlie i nie groziłoby mu żadne niebezpieczeństwo . Całą drogę żałowali,że nie zabrali go ze sobą.


W tym czasie chłopiec szedł alejkami w przeciwnym kierunku. Pomyślał,że tylko na rodzinie można polegać, bo nie dość,że obraził go Seamus to w dodatku pokłócił się Jackiem. Miał nadzieję,że jego stosunki do rówieśników poprawią się w szkole Testrangu i tam znajdzie sobie przyjaciół godnych zaufania.


Rodzina Charliego zapukała do drzwi Jacka.Otworzył im  jego brat Max.Sześcioletni chłopczyk o płomiennorudych włosach i twarzy całej w piegach.
-Dzień dobry-powiedział malec
-Dzień Dobry, Max -powiedzieli-Czy mógłbyś zawołać swojego brata?-zapytała Eleanor
-Dobrze proszę pani-powiedział-Jack! mama Charliego cię woła-zawołał
-Już idę!-krzyknął Jack z góry
Usłyszeli skrzypnięcie drzwi ,a chwile później pojawił się Jack,bardzo podobny do swojego brata Maxa
-Tak? w czym mogę pomóc?-zapytał życzliwie
-Chcielibyśmy wiedzieć czy jest u ciebie Charlie-powiedzieli do chłopca
-Och ,niestety nie było go tu już dawno-powiedział-pokłóciliśmy się
-O nie.Dobrze, dziękuję ci -powiedziała mama piętnastolatka-do widzenia
-Do widzenia-rzekł i zatrzasnął za sobą  drzwi

No to teraz pozostał nam dom Seamusa ,ponieważ więcej kolegów nie ma.


Charlie siedział właśnie na ławce patrząc na drzewa rosnące w parku Monceau. Chwilę później podszedł do rotundy,która znajdywała się przy głównym wejściu, następnie podziwiał uroki rozarium czyli inaczej ogrodu różanego ,a potem wrócił do pomnika Fryderyka Chopina . Po oglądnięciu tego wszystkiego znowu powrócił do swojej ławki. Przypomniał mu się w tej chwili sen o gnomie. Wydawało mu się,że to właśnie w tym miejscu,stwór złapał go za nogę. Pamiętał również postać wyłaniającą się zza drzewa,które stało właśnie metr od niego. Zaniepokojony wstał i ruszył w stronę domu Seamusa. Odwrócił się i zobaczył zjawę w czarnym długim płaszczu wychodzącą z tego drzewa co we śnie.Pobiegł a postać zrobiła to samo.

_______________________________________________
                                           

Plan du Parc Monceau.jpg
Park Monceau
                                            

Czytajcie :D

Już dziesięć rozdziałów! Zapraszam do komentowania,subskrybowania i oczywiście do CZYTANIA :D

wtorek, 27 sierpnia 2013

Gniew

Weszli do auta i przekraczając dozwoloną prędkość minęli centrum, następnie skręcili w alejki i dojechali do domu.Nie zaparkowawszy nawet fiata ruszyli pędem w stronę domu. Eleanor wyjęła z kieszeni klucze i otworzyła drzwi.Zawołała Charliego z progu, lecz chłopiec nie odpowiedział.


Tymczasem piętnastolatek bez wiedzy mamy udał się do swojego przyjaciela Seamusa ,który mieszkał niedaleko. Myślał ,że skoro wyjechali na miasto to wrócą późno i nawet nic nie będą wiedzieli o tym, że był u swojego kumpla. Bawili się w najlepsze. Najpierw rozegrali partyjkę w brydża,a następnie przeszli do kuchni aby zrobić sobie popcorn. Chłopiec nie miał pojęcia w jakim stanie była jego matka.


Eleanor weszła po schodach na górę do jego pokoju,ale i tam go nie zobaczyła. Próbowała dzwonić lecz nieudolnie ,ponieważ wyłączył telefon.
-I co ja teraz zrobię? -zapytała płaczliwym tonem.
-A może jest właśnie u jakiegoś kolegi,co?- zapytała ciocia Tessie.
-On nie jest taki powiedział by mi o tym-odpowiedziała mama Charliego.
-Wiesz że on dojrzewa i może nie pomyślał o tym ,aby cię poinformować -odrzekła.
-Masz rację,poczekam jeszcze godzinę,a gdy się nie pojawi zacznę go szukać-powiedziała Eleanor.
-Pójdziemy z tobą!-krzyknęli wszyscy razem w trójkę.


Seamus zapytał Charliego.
-Do jakiej szkoły cię  przyjęli?
-Chyba byś nie chciał wiedzieć-powiedział chłopiec- a ciebie?
-Nie chcesz to nie mów-powiedział poważnym tonem-ja idę  tam do Las Vegas ,tata mi to załatwił, fajnie nie?
-Tak, super-skłamał
-Ale nie wstydź się nie wyśmieję Cię jak powiesz,że idziesz do tej szkoły w  Szkocji-powiedział Seamus.
-Aha? Przecież to jest dobra szkoła co ty od niej chcesz?-zapytał trochę poirytowany.
-Proszę cię... to szkoła dla biedaków-powiedział chłopiec.

Tata Charliego był biznesmenem, podobnie jak jego mama , ale nigdy nie zwracał na to uwagi bo zawsze był dla niego miły i nie wydawał się gburem, ale tym razem według niego przegiął. Uważał tak ponieważ jego ciocia uczęszczała do tej szkoły i była  bardzo utalentowaną czarownicą.

-Przesadziłeś tym razem,moja ciocia się tam uczyła-odpowiedział gniewnie Charlie.
-Ta co mieszka na wsi?-zarechotał Seamus-ty pewnie też tam idziesz jak sądzę.
-Mam cię dość,wychodzę-pożegnał się sucho i wyszedł.
-I dobrze nie chcę wieśniaka w moim domu!-zawołał za nim piętnastolatek.
Charlie szedł  w stronę domu chwiejnym krokiem , z powodu zachowania swojego dawnego przyjaciela.


Minęła godzina.Wszyscy wstali i wyszli w poszukiwaniu chłopca.

Spisek

-Opowiedz nam co się stanie, kiedy ktoś posiada prawdziwy pierścień Testrangów-powiedziała Eleanor
-Chwila mam książkę poświęconą właśnie temu pierścieniowi - powiedział i wyszedł do sąsiedniej izby
-Mam nadzieję, że to co wam mówiłam nie będzie prawdą-odrzekła mama chłopca
Po chwili starzec wrócił z małą książeczką.Otworzył ją i zaczął czytać

Pradawny pierścień należał do pierwszego z Testrangów, Ludwika Salvati. Mężczyzna gdy dowiedział się że ma w sobie inny rodzaj magii ukrywał się z tym przez wiele lat i używał jej tylko w swoim celu jednak gdy musiał się zmierzyć ze swoim bratem Cornelem Salvati ujawnił swą moc i pokonał brata po czym  zasiadł na tronie. Każdy jego podwładny myślał , że jest potworem ponieważ nie użył do tego różdżki. Pewnej nocy uknuto spisek przeciwko niemu.Chłopi z wiosek zgromadzili się w jednej gospodzie , a w nocy mieli iść i zabić ich króla. Ludwik nie był głupi i wiedział co mu grozi, uśmiercił  siebie samego i przelał swą moc do pierścienia.Teraz gdyby potomek ów mężczyzny dostał w piętnastym roku życia pierścień będzie miał moc ponad wszystkie i jedynie uśmiercenie go może dać komuś innemu tą moc.

-
Czyli tak,jak przypuszczałam-powiedziała zdenerwowana mama
-To znaczy,że twój syn  dostał go w wieku piętnastu lat?-zapytał uczony
-Tak,niestety-odpowiedziała
-O matko! musisz teraz strzec syna dopóki nie znajdzie się w szkole bo jedynie tam jest bezpieczny -doradził jej Mędrzec
-Wiem o tym-powiedziała
-Pomożemy Ci w tym ,zostaniemy tak długo jak to będzie możliwe-prawie krzyknęli w trójkę
-Dziękuję wam za pomoc-rzekła mama piętnastolatka
-Ale jak nikt nie wie,że on dostał pierścień to przecież nikt mu krzywdy nie zrobi,tak?-zapytała Eleanor starca
-Obawiam się,że mógłby - powiedział
-Co to oznacza?-zapytała
-Są na świecie tak zwani Kannowie którzy zabijają nie winnych Testrangów  ponieważ mają nadzieję,że gdy ich uśmiercą oni sami zdobędą ich moc-odpowiedział
-O nie! Charlie jest sam w domu!-powiedziała i wszyscy w czwórkę wybiegli z chatki.

Starzec

Wyszli z domu.Eleanor wyjechała swoim  niebieskim Fiatem z garażu.Ciotka Tessie i babcia Margo zajęły miejsca z tyłu samochodu, natomiast wuj Steve obok mamy Charliego. Jechali  najpierw zatłoczonymi ulicami Paryża następnie przejechali przez centrum,a dopiero potem wjechali na obrzeża miasta
-Daleko jeszcze?-spytała babcia Margo
-Jeszcze chwila bo on mieszka niedaleko Lasku Bulońskiego czyli jest to na...-zastanawiała się mama chłopca
-Nie wiesz? na 16 dzielnicy przecież-odpowiedziała poirytowana ciotka Tessie
-Ah no tak,dziękuje masz racje
Skręciła i już z daleka widzieli wysokie dęby oraz inne drzewa liściaste. Zatrzymali się nieopodal i ruszyli w kierunku małej chatki położonej na skraju lasu.


W tym czasie Charlie zastanawiał się dlaczego rodzina zostawiła go samego i dlaczego nie mógł z nimi pojechać. Rozmyślał tak kilka minut ale zrezygnowany poszedł na dół aby napić się mleka. Wziął szklankę ze sobą do salonu i usiadł na kanapie. Zobaczył ,że na stole leży magazyn mamy więc zaczął z nudów czytać.
Już po przeczytaniu pierwszej strony tak się uśmiał, że prawie wylał szklankę z mlekiem , a mianowicie pisało tam :
Reporterka naszego magazynu "Wizard Everywhere" Linda Button pojechała do Londynu aby tam zdać relację z wybiegu mody słynnej projektantki Luizy Cern. Modelki były ubrane w dość kontrowersyjny sposób ,ponieważ ich ciała okryte były skórkami od bananów, a buty zrobione zostały z pomidorów. Linda zapytała projektantkę
-Dlaczego akurat pomysł na takie ubranie panią zainteresował?-zapytała 
-Ponieważ jest to zdrowy tryb życia wykorzystywać stare odpady po jedzeniu na ubranie , a poza tym  jest to teraz   krzykiem  mody więc za chwilę każdy  będzie chciał się tak ubierać-odpowiedziała

Charlie nie mógł powstrzymać śmiechu po przeczytaniu tego artykułu.
-Tak, na pewno założę śmieci na siebie-pomyślał

Wszyscy w czwórkę zapukali do starych drewnianych drzwi.Po chwili otworzył im starzec z dużą czapką czarodzieja na głowie i w blado szarej  szacie z aksamitu. Zaprosił ich do środka. Miejsce to przypominało nie mieszkanie ale jaskinie ponieważ ściany były zrobione ze skały ,a w środku znajdowała się tylko kanapa ,mini kuchnia i wielkie biurko zawalone papierami. Usiedli na kanapie, a starzec zapytał
-Co was tu sprowadza?
-Mamy pewien problem...-zaczęła ciocia Tessie
-No to słucham-powiedział znajomy Eleanor
-Wczoraj mój syn dostał pierścień z mózgiem i nie jestem pewna co to oznacza-ciągnęła mama  chłopca
-Pokaż mi go-rozkazał uczony
Eleanor wyjęła z kieszeni pierścień i podała go starcowi
-Chwila zaraz sprawdzę czy to nie falsyfikat,wracam za minute-powiedział starzec niespokojnym głosem
 Przyszedł z sąsiedniej izby ,gdzie znajdowało się mahoniowe biurko i powiedział cały roztrzęsiony
-To nie falsyfikat.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Tajemnica

Dobrze,poszedł już więc mogę wam powiedzieć o tym co mnie nie pokoi.Wyszła i wróciła z pierścionkiem z mózgiem.
-Och chyba nie myślisz że to jest....-urwała ciotka Tessie gdy usłyszała skrzypnięcie drzwi.
Charlie zszedł na dół żeby poprosić o szklankę wody ponieważ zaschło mu w gardle.Eleanor szybko mu ją podała i ponagliła go aby wrócił do swojego pokoju .Charlie niechętnie się zgodził i wyszedł. Zaczekali tylko aż drzwi się zamkną i siostra mamy chłopca kontynuowała swoją wypowiedź
-Nie myślisz chyba że jest to ten pradawny pierścień Testrangów?- zapytała
-Właśnie boję się że to właśnie to-odpowiedziała z niespokojną miną- a jeśli tak to znaczy że mój syn jest potomkiem pierwszego z Testrangów i ma olbrzymią moc gdy go założy
-No to co ty się tak przejmujesz?-zapytała babcia Margo- chyba to dobrze że chłopak ma zdolności i jako jedyny w rodzinie coś osiągnął
-Mamo ja się najbardziej boję tego,że gdy ktoś się o tym dowie to mój syn...
-Będzie wniebowzięty-zakończyła babcia
-coś o wiele bardziej gorszego...-powiedziała jej Eleanor
-Co takiego?-zapytał wuj
-Czytałam o tym pierścieniu gdy ktoś zabije pierworodnego potomka pierwszego z Testrangów będzie mógł władać pierścieniem na wieki i posiadać moc jakiej jeszcze nikt nie znał
-O matko!-zawrzeszczała ciotka Tessie
-Musimy teraz sprawdzić czy to nie jest falsyfikat-powiedziała mama Charliego
-Ale jak?-zapytał wuj
-Znam łatwy sposób odwiedzimy mojego starego znajomego który całe życie poświęcił dla Testrangów-odrzekła
-A więc do dzieła! -powiedzieli wszyscy w trójkę
-Chwila! powiem tylko Charliemu,że wychodzimy-powiedziała
-Charlie zejdź tu szybko-zawrzeszczała Eleanor
Drzwi skrzypnęły i chwilę później chłopiec zjechał z poręczy schodów
-Charlie ile razy ci mówiłam ,żebyś nie zjeżdżał po tych schodach!- zwróciła mu uwagę
-Przepraszam,nie chciałem-powiedział -skończyliście już rozmawiać? mogę się dołączyć?
-Jeszcze nie,mamy pilną sprawę do załatwienia na mieście-powiedziała-więc teraz ty sprawujesz opiekę nad domem
-Ehh no dobrze-odrzekł-tylko wracajcie szybko
-Dobrze,obiecujemy-powiedzieli wszyscy w czwórkę
I w tym momencie Charlie został sam w domu.

Wizyta

Eleanor ponaglała syna żeby się pospieszył ze ścieleniem łóżek dla gości , a ona sama zacznie przyrządzać obiad dla nich.
-Ale mamo przecież ty miałaś im wczoraj pościelić łóżka-uskarżył się.
-Po pierwsze myślałam że późno przyjadą, a po drugie byłam zajęta-odpowiedziała.
-Taa pewnie czytaniem tych wypocin-mruknął Charlie.
-A żebyś wiedział i to nie są wcale wypociny tylko porządny magazyn-odrzekła jego matka.
-Tak, tak oczywiście-bąknął chłopiec-a tak właściwie co zamierzasz ugotować dla gości?
-Myślę że zrobię pieczeń, a  do tego ciasto cytrynowe-odpowiedziała.
-A nie miałaś czasem zrobić Kordy?-zarzucił jej syn.
-Owszem miałam ale pomyślałam, że ciasto cytrynowe będzie bardziej wytworniejsze niż zwykła Korda-odpowiedziała Eleanor.
-W sumie masz racje- powiedział Charlie i wrócił do ścielenia łóżka.
Zajęło mu to pięć minut a następnie zabrał się do kolejnego.Tym razem pościel miała wzór w kwiaty, a nie w kwadraty.Po zrobieniu tego wszystkiego ruszył w stronę kuchni aby pomóc matce w przygotowaniu ciasta. Przerwało mu jednak głośne chlupnięcie z łazienki. Pobiegł tam szybko i zobaczył Guzcka juniora który właśnie wleciał do... sedesu.
-Ohh biedak -pomyślał Charlie i nałożył rękawice żeby wyjąć nietoperza.
Cały był mokry z wyjątkiem małej paczuszki przywiązanej zręcznie przy nóżki Guzcka. Chłopiec pomyślał, że ktoś kto mu wysłał ów podarunek musiał pomyśleć, że coś takiego może się zdarzyć więc go zaczarował.
Osuszył nietoperza i pobiegł do mamy z paczuszką.
-Dostałem jakiś prezent-powiedział jej.
-No to na co czekasz? otwórz- doradziła mu mama.
-No dobrze.
Otworzył i zobaczył w środku pierścionek w kształcie mózgu. Popatrzył na pakunek ale nie dostrzegł od kogo może być więc wyrzucił opakowanie i wrócił do robienia ciasta pozostawiając pierścionek obok piekarnika.
Po chwili mam zapytała co było w środku.
-Pierścionek z mózgiem-powiedział-jak myślisz co to może być?
-Pokaż mi go w tej chwili-odpowiedziała rozkazującym tonem.
-Proszę-powiedział podając jej pierścionek.
-Oh nie.. to nie może być.. - mruknęła - oddaj mi go, przechowam ci.
-No dobrze, a kiedy go będę mógł znowu dostać?-zapytał.
-W najbliższym czasie-odpowiedziała.
-Dobrze.
W tym właśnie momencie zagrzmiał dzwonek do drzwi. Eleanor otworzyła i zobaczyła w nich ciocię Tessie wujka Steva oraz babcie Margo. Przywitali się i poszli wprost ku stołowi w sypialni.
-Och jak się cieszę, że mamy kogoś takiego w rodzinie-powiedziała ciocia zalana łzami szczęścia, tuląc Charliego
-Tak to wspaniałe..-powiedziała Eleanor.
-Nie cieszysz się z tego?-zapytał wuj.
-Tak cieszę się nawet bardzo ale jest coś o czym muszę z wami porozmawiać na osobności-odpowiedziała mama chłopca.
-Dobrze, Charlie daj nam chwilę zawołamy Cię jak skończymy - powiedziała babcia Margo.
-Idź do swojego pokoju!-prawie krzyknęła Eleanor gdy piętnastolatek nalegał żeby zostać.
Wrócił do niego znowu pogłębiając się w myślach i obawach.

Sen

Charlie położył się dopiero o pierwszej w nocy ponieważ rozmyślał nad nową szkołą.Miał bardzo dziwny sen.Szedł sobie przez alejki koło wieży Eiffla aż nagle obok niego ukazał się gnom.Miał wielki nos oraz brzuch. Nie przypominał w niczym normalnych miejskich gnomów ponieważ te są małe i mają skórę koloru oliwkowego natomiast ten był czarny jak smoła z wielkimi bąblami na brzuchu. Podszedł do niego i niezrozumiałym dla chłopca językiem powiedział coś w stylu : guahaha haha guaku. Charlie zaskoczony tym co właśnie zobaczył odsunął się od niego na parę metrów . Niestety gnom nie dawał mu spokoju szedł za nim cały czas a gdy młodzieniec zaczynał biec zrobił to samo. Cały zdyszany skręcił w pobliską alejkę z myślą że w końcu gnom zostawi go w spokoju.Mylił się nie dość że pobiegł za nim to jeszcze zaczął kurczowo trzymać jego stopę jak kilkuletnie dziecko. Chłopiec zaczął się szarpać ale to nic nie dawało było jeszcze gorzej intruz jeszcze mocniej splótł swe dłonie na jego kostce.Zrozpaczony wołał pomocy gdy nagle zza drzewa wyłoniła się pewna postać. Miała długi szal oraz prawie tak samo długą ,malinową szatę. Patrzyła na niego z nieprzyjemnym wyrazem twarzy. Podszedł  do gnoma powiedziała coś po cichu , a on jakby został zahipnotyzowany odszedł zataczając się.
W tym momencie Charlie obudził się zlany potem, a koło niego  stała jego mama uspokajając go.
-Mamo co się stało?-zapytał
-Kochanie przybiegłam bo mamrotałeś coś o gnomie - odpowiedziała mama z zaniepokojoną miną
-Przecież to nic strasznego jak coś ktoś mamrocze o jakimś gnomie-ciągnął chłopiec
-Oczywiście kochanie, to nic takiego-powiedziała- a teraz śpij dalej i nie myśl o gnomach
-Dobrze,dobranoc-odrzekł piętnastolatek
-Dobranoc,miłych snów
Tym razem nie śnił mu się żaden gnom czy jakaś postać która go unieszkodliwiła.Wstał spokojnie  zawołał ze schodów.
-Mamooo! gdzie jesteś?-zapytał
-Tutaj w kuchni - odpowiedziała Eleanor-przyjdź już śniadanie prawie gotowe
-Dobrze zaraz będę-odpowiedział i zszedł chwiejnym krokiem po spiralnych schodach
Poczuł od razu co przygotowała dla niego jego mama.Była to ulubiona potrawa chłopca : Zakąska Tęgaka
Jej składniki nie było za bardzo wyrafinowane lecz jemu smakowało to najbardziej na świecie.Składała się z jajek,syropu klonowego,mąki,cukru pudru oraz z płatków śniadaniowych. Najbardziej lubił ją w wykonaniu właśnie jego mamy ponieważ ciotka Tessie kiedy był u  niej na święta podała mu ją lecz ta smakowała jak stare skarpetki.Charlie usiadł na chwilę przy stole w salonie aby spojrzeć na magazyn mamy i się z niego pośmiać ponieważ to co w nim pisali to były jedne wielkie brednie.Zanim wstał aby pójść po swoje śniadanie zobaczył,że nigdzie nie musi iść bo właśnie samo przyleciało do niego.Wsunął je w oka mgnieniu ponieważ burczało mu w brzuchu od chwili gdy się obudził.Skończywszy jeść umył za sobą talerz oraz podziękował mamie za pyszną Zakąskę.Wrócił po chwili do swojego pokoju i zobaczył że rodzinny nietoperz miał związany na swojej nóżce list,odpakował go i przeczytał
Drogi Charlie
Za parę minut pakujemy się i jedziemy do was z odwiedzinami mam nadzieję, że jesteście wszyscy zdrów.
Kochająca rodzina

Młodzieniec wstał i poszedł do swojej mamy aby jej powiedzieć o zawartości listu.

Zaskoczenie

Po tym zdarzeniu mama Charliego aż podskoczyła ze szczęścia. Ohh mój kochany synku jestem z Ciebie taka dumna! Gdyby tylko tata to widział. Niestety tata piętnastolatka zaginął 8 lat temu w poszukiwaniu ostatnich elfów żeby ich przekonać że czarodzieje to nie potwory i pomagają innym. Co wieczór Eleanor wypatrywała swojego męża w oknie z nadzieją że przyjdzie i uściśnie ją mocno. Jedyną bliską jej osobą był Charlie wysoki brunet o niebieskich oczach. Wracając do wydarzenia  chłopiec nie bardzo wiedział czym jest ten testrang więc z lekką nutą przerażenia zapytał mamy.
-Och kochanie,jak to nie wiesz!-odpowiedziała
-No nie wiem mamo...-powiedział Charlie
-Jakby Ci to wytłumaczyć... wiem! ta osoba nie musi machać różdżką i wypowiadać zaklęcia wystarczy że pomyśli a to się dzieje.Takich osób jest coraz mniej bo zazdrość u zwykłych czarodziei jest tak duża,że są zdolni nawet to zabicia takiej osoby.Jedynym bezpiecznym miejscem jest słynna szkoła w Nowej Zelandii - Szkoła Testrangu-odrzekła Eleanor
- Czyli ja tam idę?-zapytał
-Tak kochanie właśnie tam-odpowiedziała-jesteś jedyną osobą w rodzinie o tej zdolności-ciągnęła dalej
-Naprawdę,ale mamo ja tego w ogóle nie czuje ...
-Nie martw się wszystkiego się nauczysz
-Mam taką nadzieję
Po tej rozmowie Charlie udał się do pokoju i napisał list do swojej rodziny.

Kochana Rodzino!
Przyszło zawiadomienie do której szkoły się  udam. Nie będzie to jednak normalna szkoła czarodziejstwa.Udam się do szkoły Testrangu w Nowej Zelandii. Trochę się obawiam ,że sobie nie poradzę. Proszę przyjedziecie na Korde mama właśnie upiekła (albo kupiła w cukierni) Mam nadzieję,że wszyscy są zdrowi pozdrawiam i zapraszam.
                                                                                                                                       Charlie

Zapieczętował list i przywiązał do nogi swojemu Guzcowi ( był to rodzinny nietoperz który dostarcza listy) podrapał go za uszami i powiedział gdzie ma lecieć w mgnieniu oka nietoperz wyfrunął z okna. Chwilę później Charlie zszedł na dół żeby poinformować o tym swoją mamę.
-Mamo przed chwilą wysłałem zaproszenie do rodziny żeby przyjechali na Korde,dobrze?- zapytał
-No to już będą mieli dwa zaproszenia ale myślę ,że Twoje dojdzie szybciej bo musiałam użyć Guzca juniora a wiesz,że to jego dopiero drugi lot-odpowiedziała
-Ah no tak rzeczywiście-powiedział chłopiec-Emmm mamo pani dyrektor z tej szkoły powiedział mi że wyśle mi pergamin z rzeczami potrzebnymi do uczenia się więc w takim razie gdzie zrobimy zakupy?-zapytał piętnastolatek
-O  to się nie martw znam tajne przejście na ulice do kupowania rzeczy dla Testrangów na ulicy Purple Strange-odpowiedziała Eleanor
-No to dobrze mam nadzieję,że szybko je prześlą- powiedział Charlie z nutą zaniepokojenia
-Idź lepiej na górę i sprawdź czy nie dostałeś żadnego listu przez Guzca
-Dobrze-powiedział chłopiec i ruszył na górę schodami
Tak jak się spodziewał,że jego mama będzie mieć racje Guzc przyleciał i trzymał przywiązany list u jego nogi.Charlie pospiesznie go odwiązał i przeczytał
Kochany Charlie!
Cała rodzina cieszy się z tego,że zostałeś Testrangem najbardziej ciocia Tekla która robi właśnie wypracowanie na ich temat.Jednakże niepokoi mnie to,że twój kuzyn James gdy mu o tym powiedziałam powiedział coś niemiłego na ten temat,może po prostu jest zazdrosny ...

Charlie przerwał w tym momencie bo uświadomił sobie właśnie,że zawsze rywalizował z James i to on zawsze był od niego gorszy więc teraz z uśmiechniętą twarzą wrócił do listu

Oczywiście z miłą chęcią do Ciebie przyjedziemy,myślę ,że wybierzemy się już jutro.
PS. Powiedz mamie ,że Guzc junior już do nas dotarł więc nie będziemy wysyłali drugi raz tego samego listu.
                                                                                                                                   Kochająca Rodzina

 Charlie odłożył list,dał wodę Guzcowi i poszedł schodami na dół do mamy.Tym razem siedziała w salonie czytając magazyn Wizard Everywhere. Odchrząknął i powiedział jej o liście. Odpowiedziała mu:
-Dobrze to ja przygotuję łóżka bo pewnie przyjadą na kilka dni a ty idź zapoznaj się z listem z materiałami potrzebnymi do szkoły-powiedziała
-Oooo już są?szybko-powiedział Charlie - a właściwie gdzie on jest?
-Leży na stole w kuchni-odpowiedziała i zajęła się lekturą
Charlie poszedł do kuchni i zobaczył zwój pergaminu.Porwał go i pobiegł do swojego pokoju.
-Hmmmm, zobaczmy co tutaj mamy-powiedział chłopiec.

Testrange w nowym roku szkolnym będą potrzebować:
-20 arkuszy pergaminu,
-2 kałamarze,
-wieczne pióro,
-książkę do uczenia się zmysłem autorki Bennie Cold ( 5 tomów)
-Szatę w kolorze zielonym lub purpurowym
-Dowolne zwierzę nie cięższe niż 10 kg,
-przyrządy które zaleci sprzedawca w sklepie "Zonk,zonk wszystko dla Testrangów"

Charlie skończył czytać pełen obaw, że  nie poradzi sobie w nowym roku szkolnym.

Zapraszam do czytania :)

Pewnie myślicie,że tak będą wyglądały wszystkie rozdziały otóż nie to dopiero była wzmianka. Zapraszam do czytania :)

Prolog...

Wstał.Tak wiedział że coś się szykuje.Zszedł na dól.Pusto.Myślał że to tymczasowe.Nie mylił się.Usłyszał gwizdek czajnika następnie głos kobiety.Powiedziała mu żeby do niej podszedł.Zrobił to.Kobieta była jego matką która miała na imię Eleanor.Podekscytowana powiedziała swojemu synowi Charliemu że dostała to, czego tak oczekiwał przez piętnaście lat . -Jestem z ciebie dumna- powiedziała. -Pokaż bo nie uwierzę-odpowiedział Charlie. -Oczywiście kochanie-powiedziała-tylko napisali żebym ci powiedziała jak to zrobić żebyś zobaczył o co w tym chodzi. -dobrze,powiedz-odrzekł. -Zamknij oczy - powiedziała do chłopca. -Zrobiłem to już-dopowiedział. -Teraz pomyśl trzy razy o swoim ulubionym momencie życia. -Już-ciągnął dalej I powiedz trzy razy w myślach :"powiedz wszystko o szkole" -Gotowe Stało się. Zobaczył szkołę do której miał trafić niedługo,powitała go kobieta z blond włosami i powiedziała:Witaj właśnie zostałeś przyjęty do szkoły magi jednakże nie jest to szkoła normalna.W tej szkole będziemy cię uczyć jak uczyć się magi przez umysł.Mało jest na świecie ludzi z tą zdolnością więc cieszymy się że dołączysz do tej grupy osób.Twoi rodzice nie mają tego daru czyli są zwykłymi czarodziejami.Tutaj takich ludzi nazywamy testrungami ,za tydzień rozpoczyna się rok szkolny ,do szkoły dolecisz na darnach ,mam nadzieję że wiesz co to jest jeśli nie to zobaczysz wkrótce.Spotkamy się za tydzień przy lotnisku we Francji na ulicy White Rose.Za kilka godzin dam ci pergamin z potrzebnymi rzeczami do szkoły.Mam nadzieję że sobie poradzisz. W tej chwili rozłączyła się.
-To kiedy idziemy kupić różdżkę?-zapytała mama -Nie musimy jej kupować bo ja nie idę do normalnej szkoły magii-powiedział -Jestem testrungem..

Początek

Witajcie!
Właśnie zaczynam moją przygodę z blogiem. Zaraz pojawi się pierwszy rozdział. Nie będę się rozpisywać zapraszam ;)