Jeszcze chwilę stał patrząc to na pudła rezonansowe, to na swoją rodzinę.
-Co do jasnej anielki tu się dzieje?- zapytał, cały ubrudzony kurzem.
-Żebyśmy to wiedzieli- odrzekł mu wuj.
-Wynośmy się stąd, mama potrzebuje pomocy!- krzyknął i szybkim krokiem uciskając rękę podszedł do części gitary, które spoczywały na odległym końcu piwnicy.
Wziął pobliski młotek i grzmotnął z całej siły w drewniany korpus. Drzazga wbiła mu się do palca gdy wyjmował apteczkę. Nie przejmował się tym bo w owej chwili liczyła się tylko mama.
Nie spoglądając na ciało potwora przebiegł po schodach do salonu. Runął przy łóżku na którym leżała Eleanor i otworzył apteczkę. W środku była napisana instrukcja obsługi dla początkujących. Przeczytał.
1. Weź z opakowania gazę antykurmologiczną.
Nie bardzo wiedział co to znaczy, ale jak postąpił zgodnie z zasadami. Wyciągnął średniej wielkości ścierkę z napisem: "
GAZA ANTYKURMOLOGICZNA". Po tym przystąpił do następnego punktu.
2. Otrzyj nią twarz poszkodowanej osoby, a następnie wyciągnij z apteczki spray do oczyszczania wszelkich skaz pod nazwą: Spray kuniglej.
Zrobił co mu kazano. Następnie przystąpił do przedostatniego punktu.
3. Połóż rękę na policzku poszkodowanego, gdy wyczujesz drganie ściskaj jej ucho rundami po pięć razy. Jeżeli ofierze nie drgają policzki zastukaj w jej czoło specjalnym młotkiem medycznym: Stukubam.
Charlie sprawdził jedno i drugie. Po dokładnej analizie uznał, że jej policzki nie drgają więc wyciągnął z apteczki młotek i zastukał pięć razy. Po pięciu minutach jego ręka odmawiała posłuszeństwa, aż nagle usłyszał świst opon na podwórku. Ktoś zapukał. Charlie otworzył funkcjonariuszom szpitala medycznego, którzy zabrali jego mamę na noszach do zielonego powozu. Jeden z funkcjonariuszy spisał protokół i wyruszył do powozu.
Charlie prawie zapomniał, że szkoła zacznie się pojutrze i , że dziś miał się spotkać z Anastasią oraz, że dopiero co nie zginął. Lecz w jego umyśle najważniejsza była dla niego mama.
Wrócił po kilku minutach rozmyślania do salonu aby porozmawiać z rodziną.
-No i jak się czujesz? - zapytała ciocia Tessie.
-A jak mam się czuć?-zapytał- dopiero co moja mamę skrzywdził jakiś popapraniec, potem chciał zabić mnie, a jeszcze potem jakiś potwór czaił się w piwnicy, nie ma co muszę mieć ekstra samopoczucie.
Wszyscy milczeli wpatrując się w Charliego. Ciocia Tessie wydała zduszony okrzyk, gdy wuj Steve wyciągał zwłoki potwora i mężczyzny. Babcia Margo zasłoniła oczy.
-Chcę się stąd wynieść, już nie dam rady tu mieszkać, chce być już w tej szkole- zaczął podenerwowany piętnastolatek.
-Już za dwa dni- rzekła ciocia.
-Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze z mamą- odrzekł Charlie.
Rozmowę przerwało głośne pukanie do drzwi.
-Kto to może być?- zapytał Charlie.
-Idź zobacz- powiedział wuj Steve, który wrócił z ogrodu, prawdopodobnie paląc ciała.
Chłopiec wstał i ruszył w kierunku drzwi. Zobaczył tam Anastasię ubraną w piękną turkusową sukienkę. Spoglądała na niego uśmiechając się.
-Hej- zaczęła.
-Hej co ty tu robisz?- zapytał spoglądając z ukosa na wielki bagaż, który chowała za sobą.
-Wiem, że się umówiliśmy w ogrodzie, ale się nie pojawiłeś, więc postanowiłam, że jednak zanocuje u ciebie.
-Że co?- zapytał zdziwiony- ale jak to zanocujesz?
-Ty nic nie wiesz?- zapytała oburzona, a w tym momencie mina jej zrzedła.
-No jak widać nie- odrzekł lekko zmieszany i odwrócił się w stronę rodziny pytająco, oni wcale nie wyglądali na zaniepokojonych, wręcz przeciwnie cieszyli się jak małe dzieci.
-Jak jakiś Testrang spotka Testranga to musi u niego zanocować, to taki jakby znak przyjaźni. Dlatego chciałam żebyś przyszedł i zanocował u mnie- wyjaśniła.
-No dobrze...
-Zaproś ją do środka- krzyknęli z salonu
Zrobił jak powiedzieli zaprosił Anastasię do środka, wskazał jej swój pokój i łóżko, a on sam powiedział, że będzie spał na podłodze.